Po przegranym spotkaniu z Widzewem Łódź, obrońca Korony Kielce, Paweł Golański, nie krył rozczarowania porażką, w szczególności utratą drugiego gola ze stałego fragmentu gry, kiedy kielczanom udało się chwilę wcześniej wyrównać stan meczu.

Obrońca Korony Kielce winę może ponosić za drugiego gola, kiedy to w polu karnym niepilnowany Ugochukwu Ukah wbił z metra piłkę do siatki. W pozostałych sytuacjach był bezradny, a wobec słabej skuteczności pod bramką rywala, Korona przegrała wyjazdowy mecz z Widzewem 1:3. Po spotkaniu zawodnik jako jedyny gracz Korony zgodził się podejść do dziennikarzy, aby krótko skomentować to spotkanie. – Przebieg meczu? Tracimy bramkę na 1:0, później szybkie wyrównanie i znów tracimy gola, tym razem po stałym fragmencie gry. Naprawdę, te stracone bramki zaczynają już nas wszystkich denerwować. Ciężko jest, jak się na wyjeździe szybko traci gola, później kontrolujemy, doprowadzamy do remisu, a dostajemy tak zwanego „babola” z rzutu rożnego.
Zawiódł najlepszy strzelec Ekstraklasy, Andrzej Niedzielan, zupełnie niewidoczny był także wprowadzony na ostatni kwadrans nowy nabytek Korony, Dawid Janczyk. Ładne uderzenie z dystansu Ediego Andradiny dało nadzieję na korzystny wynik, jednak brak skuteczności sprawił, że Korona wróciła z Łodzi na tarczy. – Na pewno tak, mieliśmy swoje sytuacje i było ich sporo. Zabrakło tego ostatniego podania i wykończenia. Taka jest piłka, gramy dalej. Szkoda tego meczu na Widzewie, bo przed spotkaniem założyliśmy, że wywozimy stąd trzy punkty, niestety nie udało się.











