Defensywa Górnika Łęczna dzielnie broniła się w Poznaniu przez 80. minut. Właśnie w tym momencie Lech zamiast przedzierać się przez obronę gości, zrozumiał, że strzałem z dystansu też można zdobyć gola.
Pierwsza połowa nie dostarczyła kibicom zgromadzonym na Inea Stadionie zbyt wielu emocji. Górnik stał z tyłu i przyjmował Lecha na własnej połowie. Goście czekali na kontry. Jedna z nich była nawet groźna, jednak w tym przypadku piłka Bonina trafiła tylko w boczną siatkę. Kolejorz oddał kilka strzałów, jednak futbolówka leciała zazwyczaj prosto w Sergiusza Prusaka. Gospodarzom brakowało zapewne dopingu płynącego z II trybuny, ponieważ ta była dziś zamknięta.
Po przerwie obraz meczu nie uległ zmianie. Lech rozgrywał i szukał luk, w szczelnie ustawionej defensywie przyjezdnych. Jednak nie wiele to dawało. Górnik wybrał raczej taktykę zaparkowanego autobusu, który kilka razy wyjechał poza własną połowę. Choć przynajmniej dwa takie wyjazdy, mogły się zakończyć bramką.
Skoro nie udawało się podaniami, piłkarze Lecha zdecydowali się strzelić z dystansu z prawie 30 metrów. A konkretnie spróbował Keita, który zdobył fantastycznego gola na miarę najpiękniejszego trafienia tej kolejki.
Oczywiście, będący w formie Lech powinien na własnym stadionie pokonać beniaminka i to różnicą kilku goli. Jeśli już udało dojść się na 20-30 metr wtedy zawsze brakowało ostatniego podania. Dopiero strzał z dystansu przyniósł pożądany efekt.
Kolejorz wygrał zasłużenie. Choć w końcówce Górnik ruszył do przodu, jednak do remisu nie zdołał doprowadzić.











