Obrońcę Wisły Kraków, Arkadiusza Głowackiego, napawa optymizmem to, jak on i jego koledzy zagrali w dwóch ostatnich meczach. W następnym pojedynku podopiecznych Tomasza Kulawika czeka prestiżowe spotkanie z Lechem Poznań.
Po bardzo kiepskim początku sezonu gra Wisły z meczu na mecz wygląda coraz lepiej. Szczególnie widoczne było to w dwóch ostatnich spotkaniach – zremisowanym z Jagiellonią Białystok i wygranym z Widzewem Łódź. Również pozytywnie o ostatnich starciach wypowiada się Głowacki.

– Nie tylko ja, ale i drużyna jesteśmy zadowoleni z tego, jak zagraliśmy w dwóch ostatnich meczach. Może nie jest to pełna satysfakcja, ale z pewnością jest. Ja osobiście, choć wynik był gorszy, bardziej jestem zadowolony z meczu z Jagiellonią, ale to w tym momencie nie jest już ważne. Ważne jest to, że poprawiliśmy naszą grę. Wyniki też się poprawiły, więc z Lechem zagramy o zwycięstwo.
Kluczem do dobrej postawy Wisły była przede wszystkim skuteczna gra obronna.
– Myślę, że generalnie cała drużyna dobrze gra w destrukcji. Oczywiście, cały czas popełniamy błędy, ale jest ich coraz mniej i jest to optymistyczne. Staramy się być bardziej twardzi i nieprzyjemni dla przeciwnika. Owszem, ma to odzwierciedlenie w kartkach, których otrzymujemy dosyć sporo, ale też rzutuje na mniejszą liczbę sytuacji stwarzanych przez rywali. Wydaje mi się, że funkcjonuje to dobrze.
– Nie jest jednak tak, że tylko linia obrony spisuje się dobrze w defensywie. Myślę, że na to, jak wyglądamy, pracuje cała drużyna, bo i defensywni, i ofensywni pomocnicy. W ostatnim meczu na przykład „Boguś” był chwalony za to, jak ładnie dwa razy znalazł się pod bramką Widzewa, ale w moich oczach jeszcze większe uznanie zyskał tym, ile razy pomógł nam w defensywie lub wślizgiem ofiarnie ratował drużynę. Pomagamy więc sobie i to jest chyba w wielu momentach widoczne.
33-letni obrońca, jak sam przyznaje, w ostatnim spotkaniu musiał szczególnie uważać. Po otrzymaniu żółtej kartki nie mógł sobie pozwolić na ponowne upomnienie od arbitra, bo byłaby to jego czwarta żółta kartka w sezonie. W konsekwencji nie mógłby zagrać w spotkaniu z Lechem.
– Doskonale pamiętałem, że mam trzy żółte kartki. Drugą połowę w Łodzi rozgrywało mi się trudno, bo z jednej strony serce ciągnęło do walki i pojedynków, a z drugiej musiałem mocno uważać, żeby nie zarobić żółtej kartki. Zważywszy na to, że w pierwszej części gry było sporo takich nerwowych momentów, kiedy można było złapać kartkę, to musiałem mieć się na baczności. Na szczęście udało się. Chyba każdemu zawodnikowi zależy na tym, żeby w takich prestiżowych meczach występować.











