Rafał Wolski – piłkarz, który z tylko sobie wiadomych względów nie jest wymieniany jednym tchem z Piotrem Zielińskim i Grzegorzem Krychowiakiem w kontekście naszego dobra narodowego na skalę europejską w kategorii „lider środka pola”. Co poszło nie tak? Gdzie popełniony został błąd, przez który tak duży talent w wieku prawie 25 lat wciąż tuła się po ekstraklasie?
Zacznijmy jednak od tego, dlaczego postanowiliśmy się pochylić nad tym „problemem”. Punktem zapalnym okazał się prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej – Zbigniew Boniek, który w rozmowie ze Stefanem Szczepłkiem i Piotrem Żelaznym stwierdził:
Chciałbym mu powiedzieć: „Masz 25 lat. Nie możesz kariery skończyć, grając w Lechii, bo masz za duży talent. Ale twój talent musi zostać poparty pracą. Jeśli będziesz miał sylwetkę Zielińskiego, będziesz mógł w tym tempie zasuwać przez 90 minut, to zostaniesz zawodnikiem, który może wygrać każdy mecz”. Zieliński jest piłkarzem, który jak dostanie podanie, to nikt nie wie, w którą stronę się obróci. I gubi obrońcę na dzień dobry. Wolski też to ma. Ale nie może tak wyglądać fizycznie.
Tak, oczywiste jest to, że wywód prezesa nie miał na celu wbicia szpilki reprezentantowi kraju, a miał raczej pełnić funkcję motywacyjną do jeszcze cięższej pracy nad sobą. Powyższa wypowiedź przytoczona została w celu porównania, jak bardzo zmieniła się sytuacja u Rafała. Cztery lata temu, świeżo po przenosinach do Fiorentiny, narracja prezesa wyglądała następująco:
Wolski jest zawodnikiem bardzo utalentowanym, który gra świetnie technicznie tuż za plecami napastnika. Rafał naprawdę potrafi zrobić różnicę na boisku i wierzę, że za kilka tygodni, może za miesiąc, gdy pozna tajniki włoskiego futbolu, będzie wiodącym graczem. Wygrałem z Romą i Juventusem naprawdę wiele, ale jestem przekonany, że Wolski może osiągnąć jeszcze więcej.
Różnica zauważalna gołym okiem, prawda? Od zachwytów i nadziei na przyszłość po kubeł zimnej wody i bądź co bądź rozczarowanie. Aby przyjrzeć się dokładniej sprawie, cofnijmy się do początków przygody wychowanka Jastrzębia Głowaczów z poważną piłką.
Kariera jak ze snów
Mamy 2011 rok, gdy osiemnastoletni wówczas Wolski debiutuje w ekstraklasie w barwach warszawskiej Legii w meczu przeciwko Polonii Warszawa. Choć na boisku spędził jedynie minutę, to sygnał był jasny – klub widzi duży potencjał w tym młodziku. W tym sezonie Rafał pojawił się na murawie jeszcze trzykrotnie, spędzając na niej łącznie 66 minut, w międzyczasie odhaczając asystę i zdobywając cenne doświadczenie, które ma zaowocować w przyszłości.
Kolejny sezon to moment, w którym młodziutki gracz Legii zdecydowanie nabrał wiatru w żagle. Na krajowym podwórku stał się wiodącą postacią drużyny. 21 spotkań w ekstraklasie, okraszone sześcioma bramkami i jedną asystą, pokazało wszystkim, że ten kreatywny i nieszablonowy zawodnik posiada talent, który przy odpowiednim oszlifowaniu może eksplodować na szeroką skalę. I wtedy przytrafiło się coś, co dla piłkarza w tak młodym wieku może okazać się kataklizmem – kontuzja stopy, która wyeliminowała go z gry na pół roku.











