Lech Poznań przegrał na własnym obiekcie 0:1 z GKS-em Bełchatów. Jedyną bramkę w tym spotkaniu w 89. minucie zdobył Dawid Nowak.
Po tym, jak swój meczy wygrała Polonia, na poznaniakach ciążyła jeszcze większa presja, by wygrać spotkanie z GKS-em. Tymczasem to goście na samym początku spotkania mogli objąć prowadzenie. Z lewej strony dośrodkował Kosowski, a w polu karnym błąd popełnił Arboleda, który nie wybił piłki. Ta dotarła do Tomasza Wróbla, który ściął do środka i oddał strzał. W ostatniej chwili futbolówkę z bramki wybił jednak Marcin Kamiński.

Niecałą minutę później na prowadzenie mogli wyjść poznaniacy. Po szybko wykonanym rzucie wolnym piłka trafiła do Luisa Henriqueza. Panamczyk wrzucił ją w pole karne, gdzie dość nietypową przewrotką uderzał Rudniew. Bardzo dobrze spisał się jednak Sapela, odbijając futbolówkę do boku.
Kolejny test za sprawą Łotysza bramkarz przyjezdnych przeszedł w 8. minucie, kiedy to lider klasyfikacji strzelców T-Mobile Ekstraklasy zdecydował się na strzał z dystansu. I tym razem Sapela wyszedł obronną ręką.
Lechici długo utrzymywali się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Gospodarzom brakowało pomysłu na rozegranie akcji. Jedynie Rudniew, otrzymując piłkę w okolicach pola karnego, próbował indywidualną akcją przechytrzyć obronę rywali. Z kolei goście grali bardzo skutecznie w defensywie. GKS szybko przemieszczał się po boisku, uniemożliwiając poznaniakom stworzenie sobie dobrej sytuacji do objęcia prowadzenia.
W 33. minucie zaspali stoperzy zespołu z Bełchatowa. Długa piłka trafiła bowiem do Rudniewa, który zdołał przyjąć ją sobie na klatkę piersiową, przerzucił nad atakującym go obrońcą i oddał strzał lewą nogą. Uderzenie było jednak niecelne i obrońcy gości mogli odetchnąć z ulgą.
Po kilku minutach w niezłej sytuacji znalazł się Fonfara. Szybka wymiana piłek w środkowej strefie zakończyła się podaniem Żewłakowa do Fonfary, który ściął do środka i oddał strzał lewą nogą. Futbolówka przeleciała jednak obok słupka, nie sprawiając większego zagrożenia przed bramką Krzysztofa Kotorowskiego.

W drugiej części gry nadal przewagę w posiadaniu piłki mieli gospodarze. Lech nie stwarzał sobie jednak klarownych sytuacji. Z kolei bełchatowianie raz po raz wyprowadzali groźne kontrataki. Za każdym razem brakowało im jednak dobrego ostatniego podania, którym mogliby otworzyć sobie drogę do zdobycia gola na stadionie przy Bułgarskiej.











