GKS Tychy od pewnego czasu należy zaliczać do wiodących ekip Fortuna 1. Ligi. Nie trzeba nikogo przekonywać, że aspiracje oraz możliwości, zarówno sportowe, organizacyjne jak i infrastrukturalne, są u tyszan spore. Stąd też coroczne duże oczekiwania śląskich kibiców wobec swoich ulubieńców. Tego nadrzędnego celu, czyli awansu na najwyższy szczebel, nadal nie udało się spełnić, ale swoją aktualną dyspozycją podopieczni Artura Derbina znów dają na to nadzieję.
O ile dół tabeli pierwszoligowych rozgrywek to istny kocioł, o tyle można uznać, że czołówka powoli zaczyna nam się kształtować. Na szczycie z lekką przewagą znajdują się Widzew Łódź oraz Korona Kielce, a grupę pościgową tworzy 6-7 zespołów. Uwzględniając obecną formę drużyn, na jej lidera zaczyna wyrastać właśnie tyski GKS, choć jeszcze niedawno niewiele wskazywało na to, że w ogóle będzie w stanie do niej przynależeć.
Pobarażowa czkawka
Podobnie jak Arce Gdynia i ŁKS-owi Łódź GKS-owi Tychy nie udało się uniknąć syndromu pierwszoligowego barażowicza na starcie gier. „Arkowcy” zwycięstwa nieustannie przeplatają porażkami, łodzianie notują trzy domowe przegrane z rzędu, lecz to u „Tyskich” chwilowy bezdech na szczęście już minął i miał najłagodniejszy przebieg.
Bowiem cztery pierwsze spotkania klubu z półwiekową historią to zaledwie dwa punkty i przedostatnia lokata w ligowej tabeli. Tylko jedna bramka strzelona na inaugurację sezonu sprawiła, że można było się zastanawiać nad potrzebą zmiany celu tyszan z awansu na utrzymanie. Jednak pomimo nieprzyjemnej passy trener Artur Derbin po remisie w Bielsku-Białej zachowywał optymizm:
– Bardzo cieszy mnie świadomość naszej drużyny. Ten początek naprawdę mieliśmy kiepski, natomiast dzisiaj mam takie poczucie, że robimy mały krok ku naszej normalności. Chciałbym, żebyśmy poszli tą drogą. Wierzę, że w tych najbliższych meczach te wyniki i ta gra będzie właśnie na takim poziomie. Doceniamy ten punkt, licząc teraz na większą pulę w przyszłych spotkaniach.
Światełko w tunelu
I od tego momentu oglądamy tę lepszą wersję ubiegłosezonowego zdobywcy trzeciego miejsca na zapleczu ekstraklasy. Pięć zwycięstw i jeden podział punktów z liderem to bilans ostatniego półtora miesiąca. Jak się przekonujemy, także po premierowym komplecie oczek z Sandecją Nowy Sącz szkoleniowiec kończący w przyszłą środę 45 lat jak najbardziej prawidłowo ocenił potencjał swojego zespołu:
– Długo nam przyszło czekać na zwycięstwo. Zdajemy sobie sprawę, że nie zaczęliśmy sezonu tak, jak sobie planowaliśmy, stąd było widać u nas to spięcie i niedokładności. Natomiast postawa i siła mentalna drużyny jest naszą mocną stroną. Obyśmy obrali ten kierunek. Żeby ta wygrana, którą się pocieszyliśmy, dała nam pewność siebie i żeby następne zwycięstwa były i efektowne, i efektywne.











