Zwycięstwo PGE GKS Bełchatów na inaugurację 10. kolejki Ekstraklasy ze Śląskiem dało jasną odpowiedź na kilka frapujących pytań. Bełchatowianie wracają do walki o czołowe lokaty w lidze, natomiast Śląsk znajduje się w głębokim kryzysie, przez co najprawdopodobniej zajmie jeszcze gorszą pozycję niż rok temu, gdy rywalizował w Ekstraklasie jako beniaminek.
Przez pewien czas podopieczni Ulatowskiego pracowali na opinię zespołu, który dużo przed sezonem zapowiadał, a gdy przyszło do prezentowania swoich dalekosiężnych planów na boisku – nic nie wychodziło po jego myśli. O początkowym kryzysie PGE GKS może już zapomnieć, bowiem od trzech kolejek jest niepokonanym zespołem. Dużo gorzej ma się sytuacja w Śląsku – piłkarze z Oporowskiej przystępowali do piątkowego spotkania ze świadomością siedmiu kolejek rozegranych bez ligowego zwycięstwa. Wrocławianie, a ściślej mówiąc, trener Tarasiewicz, grali o życie, a GKS o zachowanie dobrej passy.
Najwyraźniej presja nieco poplątała nogi piłkarzom Śląska, gdyż nie potrafili oni przedrzeć się w pierwszych minutach pod bramkę Sapeli. Łatwiej przychodziło to graczom z Bełchatowa, którzy szybko i udanie weszli w mecz. Już po 10 minutach kibice na stadionie przy Sportowej mogli unosić ręce w geście triumfu, gdyż świetną akcję na skrzydle Tomasza Wróbla precyzyjnym strzałem głową wykończył Maciej Korzym. Gol ustawił mecz, bowiem tempo spotkania od tego momentu kontrolowali piłkarze Ulatowskiego. Śląsk stać było jedynie na anemiczne próby strzałów – jak choćby lekkie uderzenie Mili z 25. minuty, wprost w bramkę gospodarzy.
Wszelką nadzieję na korzystny rezultat rozwiała czerwona kartka Krzysztofa Ulatowskiego z 55. minuty. To już drugi mecz z rzędu, w czasie którego gracz Śląska musiał przedwcześnie opuścić boisko. Nieodpowiedzialny i głupi faul napastnika gości – czego można się było spodziewać – szybko się zemścił. Po rzucie rożnym piłkę do siatki skierował Jakub Tosik, któremu pomógł jeszcze bramkarz Śląska, Ivo Vazgec, wychodząc niepotrzebnie z bramki.
Sytuacja w Śląsku nie rysuje się w jasnych barwach. Klub jeszcze przed sezonem zyskał możnego sponsora, może poszczycić się wiernymi kibicami, a mimo to wyników brak. Czyżby powtórzył się syndrom Górnika Zabrze? Na takie dywagacje jeszcze za wcześnie, ale Śląsk musi się mieć na baczności. Od kiedy Rafał Ulatowski nie musi się rozdwajać i poświęcać dodatkowego czasu na kadrę, notuje świetne wyniki z Bełchatowem. W dodatku do gry powoli wraca Dawid Nowak, który w dzisiejszym meczu zagrał ostatnie 13 minut. Bełchatowianie mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość.










