W Bukareszcie zapanował wielki niepokój. Co dalej ze Steauą – pytają retorycznie kibice? Rumuński sąd odebrał klubowi prawo do używania nazwy, które należy do wojska. Jak na całą sytuację zareaguje UEFA? Na razie wypracowano drobny kompromis.
Od czasu do czasu jest tak, że za prowadzenie klubu odpowiadają osoby, które do tego się nie nadają. Kojarzymy przykład prezesów Polonii Warszawa, Janusza Wojciechowskiego, czy Ireneusza Króla z naszej T-Mobile Ekstraklasy. Ekscentrykami są również Vincent Tan, właściciel FK Sarajevo i Cardiff City czy Zoran Mamić z Dinama Zagrzeb. Nim jednak o większości z nich usłyszał świat, władzę w jednym z rumuńskich klubów przejął Gigi Becali. Chodzi oczywiście o Steauę Bukareszt – klub polskiego stopera Łukasza Szukały.
Ekscentryczny chrześcijanin
Właściciel, podchodzący do różnych kwestii w sposób „oryginalny”, nigdy nie stroni od negatywnych komentarzy pod adresem zawodników ze swojego klubu, a także robi rzeczy, o który mało kto w ogóle by pomyślał. Pół miesiąca spędził w areszcie za… nielegalne przetrzymywanie trzech osób, które podejrzewał o próbę kradzieży swojego samochodu. Ponadto według prokuratury w latach 1996-1999, podczas gdy pełnił jedną z ról publicznych, oszukał kraj na prawie milion dolarów. W różny sposób wypowiadał się również o stoperze naszej kadry – powiedział też, że za taką grę, jaką zaprezentował w jednym z meczów, „powinno się go wtrącić do więzienia”. Czy takie słowa rzeczywiście padły? Sam Łukasz Szukała dwa lata temu w rozmowie z naszym wortalem zdecydowanie zaprzeczył: – Byłem zszokowany, że polscy dziennikarze to po prostu skopiowali, ponieważ to nie była prawda! Prasa w Rumunii jest bardzo agresywna i cytowane słowa prezesa nie zgadzały się z tym, co naprawdę powiedział, i zostały wyolbrzymione. W Polsce wypowiedź ta też została zamieszczona, ale ja już na to nie miałem wpływu.
Gigi jest również osobą bardzo religijną i, wbrew pozorom, jego wiara ma wiele wspólnego z piłką. Pomijając kwestię tego, że ma obraz, przedstawiający jego jako Jezusa, warto wspomnieć o sytuacji związanej z jednym ze spotkań w Pucharze UEFA. – Oglądałem mecz przeciwko Betisowi Sewilla (sezon 2005-2006 – przyp. red.) w Hiszpanii. Poprosiłem Boga, żeby dał mi dobry wynik, bym mógł zwyciężyć, tak po prostu, bez większych emocji w trakcie tej batalii. W zamian obiecałem mu, że wybuduję kościół. Po 45 minutach było już 3:0. Następnego dnia poszedłem do mojego znajomego i powiedziałem mu o wszystkim. Powiedział mi, żebyśmy pojechali do Maglavit i tam tego dokonali – pisze w swojej biografii.
Protesty wojska
Skąd cały problem? Steaua, gdy jeszcze była klubem wojskowym i nie znajdowała się w rękach prywatnych, została zarejestrowana jako marka w Urzędzie ds. Wynalazków i Znaków Towarowych. To właśnie będąc „Wojskowymi” triumfowali jako pierwsza drużyna z Europy Wschodniej w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych. Właściciel klubu nie chciał naruszać tradycji, założyć własną „działalność” i jedynie z drobnymi zmianami w herbie i barwach dalej działać jako „Gwiazda”.











