W spotkaniu 1/16 finału Pucharu Polski GieKSa Katowice pokonała po dogrywce Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1. W kolejnej rundzie rozgrywek katowiczanie zmierzą się ze zwycięzcą meczu Zawisza – Pogoń.
Spotkanie między GieKSą Katowice a Podbeskidziem Bielsko-Biała w ramach 1/16 finału Pucharu Polski miało dla katowickich fanów niezwykłe znaczenie. Marzyli oni, aby ich pupile zmazali plamę, która pojawiła się na honorze sympatyków „Trójkolorowych” w sierpniu 2010 roku, gdy zespół z Bielska-Białej rozgromił przy Bukowej gospodarzy 6:1. W piątkowym meczu podopieczni Rafała Góraka byli żądni rewanżu.

Piłkarze gospodarzy szybko mogli doprowadzić do radości swoich fanów. W 10. minucie gry faulowany w sytuacji oko w oko z golkiperem zespołu dowodzonego przez Czesława Michniewicza był Janusz Gancarczyk. Podobnie jak w meczu z Sandecją Nowy Sącz, tak i tym razem dopełnić formalności chciał sam poszkodowany. Piłka po uderzeniu byłego gracza Śląska Wrocław trafiła jednak w słupek.
Kolejne minuty mogły doprowadzić do frustracji nie tylko kibiców, którzy wypełniali katowicki obiekt, ale także sztab szkoleniowy obu ekip. O ile gra katowiczan wyglądała na w miarę uporządkowaną, o tyle mizernie spisywali się gracze bielskiego klubu, w których poczynaniach było wiele chaosu. Rozgrywali mało składnych akcji podbramkowych, więc wcale nie dziwi ich niska lokata w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Jeśli ataki gości się pojawiły, były w głównej mierze efektem błędów defensywy zespołu z Górnego Śląska. Gdyby była konieczność wyróżnienia wśród graczy z Beskidów jakiegoś zawodnika w pierwszych trzech kwadransach, byłby nim Rybansky, który kilka razy pokazał się z naprawdę dobrej strony w bramce „Górali”.
Szansę na to, aby zostać bohaterem katowickiej publiczności, miał w drugiej odsłonie Grzegorz Fonfara. 30-letni zawodnik mógł z siedmiu metrów w iście brazylijskim stylu pokonać bramkarza drużyny przeciwnej, jednak w porę zdołali interweniować gracze Podbeskidzia i akcja spaliła na panewce.

Tymczasem dwadzieścia minut przed końcem spotkania na obiekcie GieKSy wybuchła niezwykła konsternacja. Przyczyną takiej reakcji fanów katowickiego klubu było uderzenie jednego z graczy gospodarzy przez czarnoskórego Franka Adu. Za to przewinienie Ghańczyk otrzymał czerwoną kartkę. A że do sytuacji doszło w „szesnastce” bielszczan, dodatkową karą dla podopiecznych Góraka był rzut karny, którego na gola zamienił Sławomir Duda. Optymizm katowiczan został jednak szybko przygaszony, bo kilka chwil później bramkę wyrównująca zdobył Błażej Telichowski.











