Po zaciętym i chaotycznym meczu Legia pokonała Koronę 1:0. Bramkę dla warszawian zdobył genialnym strzałem z rzutu wolnego Rafał Wolski. Wyniki innych spotkań spowodowały, że Legia pozostała na trzecim miejscu.
Mecz rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem i już po pierwszej akcji musiał być przerwany. Wszystko za sprawą fanatyków Legii, którzy dawali upust swojej frustracji, wyrzucając race na murawę. Zamieszanie trwało dobre kilka minut, ponieważ stołeczna hołota nie dość, że zadymiła fajerwerkami całe boisko, to jeszcze jeden z nich przepalił siatkę za bramką Kuciaka. Po raz kolejny potwierdziło się, że na Legię może na dobrą sprawę wejść, kto chce i wnieść, co chce. Po siedmiu minutach przerwy Paweł Gil wznowił spotkanie, a gospodarze zdecydowanie ruszyli do ataku. Podopieczni Skorży biegali po boisku aż miło, problem w tym, że kompletnie bez sensu, a piłka była w tej gonitwie tylko zbędnym dodatkiem. W 18. minucie grający kolejny mecz na pozycji napastnika Stano świetnie zastawił piłkę przed Żewłakowem, a po chwili Korona mogła prowadzić, bo świetny strzał głową na bramkę Kuciaka oddał Korzym.

W 23. minucie po świetnej akcji Wolskiego z Ljuboją na długim słupku czaił się Jędrzejczyk, ale Paweł Golański skutecznie utrudnił mu oddanie strzału głową. Trzy minuty później próbowała odpowiedzieć Korona – kielczanie długo utrzymywali się przy piłce pod bramką gospodarzy, ale finalizujące oblężenie zagranie Lisowskiego do Stano nie było dokładne. Po chwili niezłą akcję Legii w perfidny sposób (łapiąc Ljuboję za nogę) zatrzymał Malarczyk, ale nie obejrzał za to zagranie kartki. W kolejnych minutach z dystansu uderzali Wawrzyniak i Ljuboja, ale żaden z nich nie potrafił znaleźć recepty na Małkowskiego. W 35. minucie po dobrej akcji Michała Kucharczyka ręką przed polem karnym zagrywał Kijanskas, ale strzał z rzutu wolnego serbskiego napastnika Legii trafił w mur.
„Wojskowi” cały czas pozostawali w natarciu, ale kolejne akcje Ljuboi, Wolskiego i Kucharczyka kończyły się fiaskiem – stołeczni lubowali się w podejmowaniu złych decyzji w decydujących momentach gry. A Korona? Gdyby Piotr Malarczyk jeszcze bardziej przyłożył się do strzału z niemal połowy boiska, mogłaby objąć prowadzenie. W 46. minucie Wolski fantastycznie wygrał pojedynek w parterze z Malarczykiem i Golańskim, podał do niepilnowanego Kucharczyka, ale ten, mimo że miał mnóstwo czasu i miejsca, posłał tzw. farfocla, który jakimś cudem trafił w słupek. Po chwilowym zamieszaniu Korona wybiła piłkę spod własnej bramki. Minutę później po ładnej akcji Korzyma i dośrodkowaniu Lisowskiego wzorowo wolejem uderzył Lenartowski, ale Kuciak pewnie złapał piłkę.











