„Zwycięży orzeł biały, zwycięży polski klub” – śpiewają kibice Wisły Kraków przed każdym meczem. Kiedy spojrzą jednak na murawę, zobaczą zbieraninę zagranicznych piłkarzy, którzy albo myślą o odcinaniu kuponów, albo szybkiej promocji i ucieczce do silniejszej ligi. Gdzie ta Polska?
Każdy kibic chce się identyfikować z jakimś zawodnikiem swojej ulubionej drużyny. O ile parę lat temu przy Reymonta nie było z tym problemów, tak dzisiaj, po odsunięciu Patryka Małeckiego od drużyny, kibice siedzący za jedną z bramek nie mają na boisku swojego bożyszcza, zawodnika, którego nazwisko oklaskuje się z przyjemnością.

Regularne występy zalicza Cezary Wilk, jednak poza nim na murawie nie ma innego walczącego rodaka. Jacek Bednarz i Stan Valckx mają nie lada zadanie: muszą spolonizować krakowski zespół, bo fakt, że w meczu z Bełchatowem na murawie nie przebywał żaden Polak, jest po prostu powodem do wstydu.
W kadrze „Białej Gwiazdy” jest tylko sześciu zawodników urodzonych nad Wisłą z szansami na grę. To Czekaj, Garguła, Wilk, Małecki i wiecznie kontuzjowany Boguski oraz powoli kończący karierę Sobolewski. Słabo. Być może do tej grupy dołączy Patryk Małecki, który w środku tygodnia wrócił do treningów, ale nie jest powiedziane, że od razu otrzyma powołanie.
Kto więc mógłby dodać Wiśle prawdziwego, ojczystego charakteru? Latem zespół prawdopodobnie opuści najlepszy strzelec, Dudu Biton, którego trzeba będzie zastąpić. Najlepszą opcją może być… Paweł Brożek, który kiedyś był ulubionym piłkarzem krakowskich trybun.
Wychowanek Polonii Białogon odszedł do Trabzonu, jednak tam nie zrobił oszałamiającej kariery. Zimą przeszedł do Celticu, aby powrócić do formy strzeleckiej na Euro 2012. Wraz z jego przyjściem Giorgios Samaras przypomniał sobie, jak strzelać bramki i „Broziu” musiał zaprzyjaźnić się z ławką rezerwowych. Na murawie przebywał przez – bagatela – pół godziny. Ostatnio trafił jednak do bramki, niestety, w meczu rezerw. Bardzo prawdopodobne, że Celtic nie zdecyduje się wykupić Brożka po sezonie i ten będzie musiał szukać sobie nowego pracodawcy.

Drugą sensowną opcją do wzmocnienia linii ataku i wypełnienia luki po Bitonie jest snajper chorzowskiego Ruchu, Arkadiusz Piech. Za 27-latkiem przemawia nie tylko osiem zdobytych w tym sezonie bramek, ale także ogromna waleczność. Dla niego nie ma straconych piłek, a każdy kibic uwielbia zawodników o takiej charakterystyce gry. Jednokrotny reprezentant Polski mógłby zostać bożyszczem kibiców, którzy dzięki zaangażowaniu mogliby zapomnieć o jego chorzowskiej przeszłości.











