Gareth Bale – od zera do bohatera


Walijczyk udowadnia kibicom Realu swoją wartość

5 września 2019 Gareth Bale – od zera do bohatera

Od początku okienka transferowego los Garetha Bale'a wydawał się przesądzony. Saga z nim w roli głównej była bardzo uciążliwa i podzieliła kibiców "Królewskich". Zinedine Zidane nie dawał szans Walijczykowi na dalsze reprezentowanie Realu Madryt, ale kilka czynników pokrzyżowało plany trenera. Ostatecznie wbrew woli Francuza "Książę Walii" pozostał na Bernabeu i dalej przywdziewa biało-złote trykoty "Los Blancos". Wraz ze startem sezonu udowadnia wszystkim, którzy go skreślali, że mogą popukać się w głowę. Bale wyrasta na lidera ofensywy 13-krotnego triumfatora Ligi Mistrzów.


Udostępnij na Udostępnij na

Przypadek Bale’a jest o tyle ciekawy, że kiedy wszyscy równali go z ziemią i nie dawali szans na zaistnienie w trwającym sezonie, on, nie okazując żadnego zniechęcenia, gra jak na gwiazdę przystało. Nie oszukujmy się. Gareth wciąż jest piłkarzem z absolutnego światowego topu i Real ma szczęście, że posiada takiego gracza w swoich szeregach. Owszem, ubiegły sezon w jego wykonaniu był, delikatnie mówiąc, poniżej oczekiwań i nie udało mu się wejść w buty CR7, ale dzisiaj „Książę Walii” udowadnia, że nie powiedział ostatniego słowa. Mecz z Villarrealem był tego idealnym przykładem. Co, gdyby nie Bale? Oto pytanie, z którym przyszło się zmierzyć ludziom związanym z Realem Madryt wraz ze startem sezonu.

Nauczyciel pokory

Zarzuty wymierzane Walijczykowi były na tyle przekonujące, że sam powoli zaczął godzić się z brakiem przyszłości w Realu. Co prawda przekonywał, że nie ma zamiaru się nigdzie wybierać. I całkiem słusznie. 17 milionów pensji rocznie, długi kontrakt, świetne warunki do życia. Czego chcieć więcej? Przeciętny kibic tego nie zmieni, ale dziwne, że nie zrobił tego trener. „Zizou” nie pozostawiał złudzeń w sprawie Bale’a jeszcze podczas pretemporady.

Na początku września Walijczyk był bliski podpisania kontraktu z chińskim Jiangsu Suning. Był to jedyny klub, który zgodził się sprostać oczekiwaniom finansowym Garetha, ale w ostatniej chwili transfer zablokował Florentino Perez. Powodem takiej decyzji była kwota odstępnego, która w Chinach nie może wynieść więcej niż 30 milionów euro. Był to moment, w którym Walijczyk znalazł się między młotem a kowadłem.

Kiedy wszyscy wypychali go poza Madryt, on pozostał nieugięty i postanowił zaryzykować swoją reputację, która i tak była już naciągnięta. Kibice nigdy nie zapomną mu momentu, kiedy podczas trwającego horroru w przedsezonowym meczu z Atletico Madryt ukazywał swoją radość i pozostawał wesoły, a drużyna wraz z kibicami cierpiała.

Być może był to śmiech przez łzy? Od początku sezonu Gareth pokazuje, że nie ma zamiaru składać rękawic, i walczy o swoją reputację. Dotychczas wypełnia swoje zadanie bardzo dobrze. W trzech meczach ligowych zdobył dwa gole i zaliczył asystę. Jakby tego było mało, był najlepszym zawodnikiem meczu otwierającego sezon przeciwko Celcie Vigo oraz w ostatnim w Villarrealem. Nie ma lepszego sposobu na uciszenie hejterów niż umiejętna gra. Dzisiaj kibice patrzą na Walijczyka inaczej i są skazani na niego. Dzięki niemu klub wywalczył punkt na Estadio de la Ceramica i pozostaje im tylko powiedzieć — Gareth, przepraszamy. Perfekcyjna lekcja pokory, jednak trzeba pamiętać, że to dopiero początek.

Problem namaszczenia

Trudno sobie wyobrazić, że Gareth będzie w stanie wykręcić choćby połowę liczb, jakie przynosił Realowi Cristiano Ronaldo. Kiedy w 2013 roku sprowadzano na Bernabeu Bale’a, mieli stworzyć razem niepowtarzalny duet budzący strach w szeregach rywali. Jednak nie był to jedyny powód, dla którego Walijczyk przybył na Bernabeu. Florentino Perez chciał mieć w zanadrzu zawodnika, który wejdzie w buty CR7 w przypadku jego odejścia.

Dzisiaj wiemy, że była to, delikatnie ujmując, nie do końca przemyślana sprawa. Oczywiście nie można powiedzieć, że pięć lat w cieniu Portugalczyka nie wyszło Bale’owi na dobre, bo byłoby to bzdurą. Stał się piłkarzem dojrzalszym i pewniejszym siebie, a przede wszystkim dużo się od starszego kolegi nauczył. Od początku myślano, że dzięki grze z Ronaldo będzie w stanie zastąpić go na miejscu największej gwiazdy zespołu, kiedy go zabraknie, ale stało się inaczej.

Charakter Garetha i brak znajomości języka hiszpańskiego (co po 6-letnim pobycie w Madrycie jest absurdem) nie pozwalają mu na stanie się prawdziwym liderem całej drużyny i zawodnikiem, który będzie ciągnąć zespół. Co prawda dalej jest znakomitym piłkarzem, który ma wiele do udowodnienia, ale przeznaczona na niego kwota, która jako pierwsza w historii przekroczyła 100 milionów euro, i zapotrzebowanie na gwiazdy światowego formatu stały się jego największym problemem. Został okrzyknięty jako następca Cristiano Ronaldo, ale najlepiej spisywał się jako jego boiskowy partner. Robi swoje i oby dalej robił, aby tylko nie ugiął się pod presją, jaka na nim ciąży od długiego czasu. Do dziś pokazuje, że potrafi ją znosić jak nikt inny.

https://img.maximummedia.ie

Po czyjej stronie jest władza?

Zidane po powrocie do Realu zastrzegł sobie prawo do przebudowy zespołu. Piłkarzem, którego widział na Bernabeu jeszcze podczas poprzedniej kadencji, był Eden Hazard i jego oczekiwania zostały spełnione. Belg został zawodnikiem „Los Blancos”, ale na tym wszystko stanęło. Nie udało się sprowadzić na Bernabeu Paula Pogby i pozbyć kilku graczy, których listę miał otwierać właśnie Gareth Bale.

Afera związana z Zidane’em i Bale’em przyczyniła się do powstania podziałów pośród madridistas. Trener przybył na Bernabeu jako swojego rodzaju zbawiciel, który ma przywrócić Real na zwycięskie tory. Natomiast Bale, początkowo wypychany z Realu, stał się tzw. ikoną dobrych momentów w Realu i z czasem stało się to uciążliwe. Co to oznacza? Kibice zaczęli widzieć w Garecie piłkarza, który miewa przebłyski geniuszu, jak te podczas finału Ligi Mistrzów w Kijowie czy finale Copa del Rey przeciwko Barcelonie w 2014.

Każdy z tych argumentów był trafny, ale przerodził się w wojnę pomiędzy trenerem a piłkarzem. Po tym, jak „Zizou” wypowiedział pamiętne słowa: — Nie został powołany, bo klub pracuje nad jego odejściem i dlatego nie zagrał. Zobaczymy, co się wydarzy, ale taki jest powód. Nie będę o tym rozmawiać. Zobaczymy, czy wydarzy się to jutro, czy później. Jeśli jutro, tym lepiej. Oby doszło do niego natychmiastowo, bo wtedy będzie lepiej, także dla niego. Klub rozmawia z klubem, gdzie ma odejść, grać i na tym stoimy – teoretycznie stało się jasne, że Bale przegrywa wojnę z trenerem i odejdzie z Bernabeu.

Dlaczego zatem stało się inaczej? Florentino Perez zapewnił Zidane’a, że ten będzie miał najważniejsze zdanie podczas przeprowadzania transferów i ustalania kadry. Jednak po wyciągnięciu kilku wniosków można wysnuć teorię, że został on oszukany przez prezesa bądź przekonany, że wszystko w swoim czasie. Bale nie odszedł, James również, a poza Hazardem skład pozostał ten sam. Jedyne, co zostało wzmocnione, to przyszłość klubu. Gdzie tu logika i kto ma pierwszeństwo głosu? Rewolucja, która miała nastąpić, przerodziła się w prawdziwy kogel-mogel.

https://blog.xploresports.com

Bohater w białych rękawiczkach

Temperament Bale’a to absolutny ewenement wśród piłkarzy. Nigdy nie należał do grona wywyższających się czy na siłę chcących wybić. Każdy element swojej ciężkiej pracy udowadniał na boisku i tak się dzieje do dziś. Natomiast dziwne jest to, że mimo swojego talentu nigdy nie udowodnił, że piłka nożna to jego pasja. Bardziej traktuje ten sport jak pracę.

Wszyscy wiedzą, że największą pasją Garetha jest golf. Podczas trwającej afery i niepowołania go na mecz z Tottenhamem paparazzi przyłapali Walijczyka na grze w golfa nieopodal Madrytu. Dla kibiców był to cios poniżej pasa i jeszcze bardziej pogłębiła się chęć pozbycia go z Bernabeu. Problem wszystkich zniechęconych jego osobą polega na tym, że kiedy Real znajduje się w opresji, to oczy kierują się właśnie w stronę Bale’a. Jak to mówią – jak trwoga, to do Boga.

W poprzednim sezonie „Książę Walii” grał na miarę całego zespołu. Zaraz po Benzemie był drugim najlepszym strzelcem zespołu, a przecież to on został namaszczony następcą CR7. Dzisiaj już wszyscy wiedzą, że nim się nie stanie, ale czy to źle? Kiedy wychodzi na boisko, pracuje, a koledzy z zespołu odczuwają jego udziały w akcjach ofensywnych. Niejednokrotnie podkreślali, że jest bardzo ważnym elementem w składzie i bez niego niełatwo byłoby funkcjonować całemu Realowi.

Dzisiaj trudno się z tym nie zgodzić. Gdyby zabrakło Bale’a na początku sezonu, Real miałby nie pięć, ale cztery punkty. To i tak wynik mierny, biorąc pod uwagę oczekiwania względem całego sezonu. Zasługi, jakie przynosi zespołowi, są nieocenione, ale nie są też wybitne. Bieżący sezon jest swego rodzaju ostatnią szansą dla Bale’a. Drugim Cristiano się nie stanie, ale lepiej być pierwszym Bale’em, niż tkwić w cieniu gwiazdy, której na Bernabeu już długo nie ma.

***

Presja, jaka ciąży na Garecie Bale’u, okazała się jego kluczem do dalszej gry w Realu Madryt. Czasami sam sprawia wrażenie kompletnie nieprzejętego swoją sytuacją i po prostu wykonuje swoją pracę. W dzisiejszych czasach jest to postawa godna naśladowania. Nie ma co się dziwić uparciu Walijczyka na Real Madryt. Wypłacają mu znakomitą pensję, posiada długi kontrakt i wciąż ma aspirację na wiele trofeów. Do tego dochodzi znane Polakom powiedzenie „życie jak w Madrycie”, od którego Bale nie ma zamiaru uciekać. Reasumując temat Walijczyka, ostatnie wydarzenia boiskowe pokazały, że jego piłkarska wartość wcale nie spadła. Być może poprzedni sezon był tylko kryzysem, który nadszedł w najgorszym możliwym momencie. Dzisiaj Bale stoi przed szansą udowodnienia swoich umiejętności i wykreowania znakomitej siły ofensywnej Realu, która jest tak wymagana przez wszystkich ludzi związanych z Realem Madryt. Gareth to dalej pan piłkarz, który się nie wychyla, a ciężko pracuje, żeby stać się jeszcze lepszym, niż jest.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski