– Derby Europy! Derby świata! – właśnie takie słowa padały z ust naprawdę wielu kibiców, których los pobłogosławił, dając im możliwość obejrzenia arcyciekawego spotkania, jakim z pewnością było starcie Milanu z Realem Madryt. Mimo statusu, jakim okraszone było to spotkanie, mecz przyniósł zgromadzonym w Dubaj, nieprawdopodobne emocje, których z pewnością fani obu drużyn nie zapomną przez najbliższy czas.Obie drużyny są swoim niebanalnym przeciwieństwem. Real Madryt znajduje się obecnie na pierwszym miejscu tabeli ligi hiszpańskiej, co przy siódmym miejscu ekipy „Rossonerich” wydaje się ogromną przewagą. Milan i Real do tego spotkania podeszły z zaangażowaniem, które jednak nie mogłoby być porównywalne do jakiegoś meczu o stawkę. Ot, mecz sparingowy, w którym obie ekipy mogą pokazać, co potrafią. Dla „Rossonerich” mecz ten miał być swego rodzaju bodźcem, który dałby drużynie prowadzonej przez Filippo Inzaghiego mocnego kopa. Z kolei dla drużyny Carlo Ancelottiego ten mecz nie miał większego znaczenia, poza samym spełnieniem chęci sprawienia widowiska.
Doskonale to, o czym piszę, zobrazowała wyjściowa jedenasta Realu, w której zabrakło zawodników takich, jak: James Rodriguez, Gareth Bale czy Karim Benzema. W przeciwieństwie do składu, jaki wystawił były szkoleniowiec trenera Il Diavalo, Pippo Inzaghi postanowił od pierwszych minut postawić na większość zawodników podstawowej jedenastki używanej podczas spotkań ligowych. Dzięki temu na boisku ujrzeliśmy zawodników takich, jak: Giacomo Bonaventura, Diego Lopez czy Jeremy Menez.
Oglądając samo spotkanie, można by stwierdzić, że żadna drużyna nie chciała się przeforsować przed rozgrywkami ligowymi. Wrażenie to było aż nader mylne, gdy do ataku ruszyła drużyna z Mediolanu, która chciała pokazać wszystkim zgromadzonym, że zbyt wcześnie ferowali rezultatem, skazując ich tym samym na porażkę. Na wynik, jaki mieliśmy okazję obejrzeć po zakończeniu spotkania, miało wpływ wiele czynników. Oto i one.
1. Motywacja
Coś, co cechowało drużynę Milanu, a czego wyraźnie brakowało zawodnikom Realu. To właśnie motywacja, którą z pewnością zaszczepił w swoich zawodnikach „Super Pippo”, dała „Rossonerim” upragniony sukces. Widać ją było w niemalże każdym zagraniu, w niemalże każdym strzale i przede wszystkim w każdej interwencji obronnej. Spoglądając na drużynę Realu, można by stwierdzić, że gra ona na półgwizdka, lekceważąc tym samym swoich przeciwników. Milan wykorzystał te uszczerbki i wbił w nie potężnego klina, którym wyłamał bramy sukcesu.
2. Błędy zawodników Realu

Już pierwszy gol dla Milanu był swoistym błędem w programie, który niczym wirus wkradł się w defensywę Realu, niszcząc ją i wprowadzając nieprzerwane strumienie nerwowości. To właśnie złe podanie Nacho doprowadziło do tego, że Jeremy Menez stanął oko w oko z Keylorem Navasem, nie dając mu najmniejszych szans, uprzednio zaścielając nim dubajską murawę. Kolejny robak wkradł się już nieco później, kiedy błąd popełnił Daniel Carvajal, dając Stephanowi El Shaarawy’emu okazję do podwyższenia wyniku. W grze ekipy Ancelottiego widać było niesamowitą niezgrabność, która w szczególności dotyczyła formacji defensywnej, co w ostateczności przełożyło się na wynik.













