Choć powód tego nie musi być oczywisty dla wszystkich, 5 lutego bieżącego roku był istotną datą w historii światowego futbolu, tym bardziej, że coraz bliżej jest do tegorocznych rozgrywek o mistrzostwo świata. Wciąż zastanawiacie się o co chodzi? Otóż niecałe dwa tygodnie temu swoje setne urodziny obchodził były reprezentant Argentyny, Francisco Varallo, jedyny wciąż żyjący gracz, biorący udział w finale pierwszego mundialu z roku 1930.
– W swojej karierze osiągnąłem wiele miłych rzeczy: reprezentowałem kraj na arenie międzynarodowej i byłem najlepszym strzelcem w historii Boca Juniors. Jednak nigdy nie czułem tak dotkliwego bólu, jak po przegranym z Urugwajem finale mistrzostw świata w roku 1930 – stwierdza Francisco Varallo.

Nasz bohater przyszedł na świat 5 lutego 1910 roku w Los Hornos, dystrykcie należącym do położonego we wschodniej części Argentyny miasta La Plata. Tam również, w klubie o nazwie 12 de Octubre, stawiał pierwsze kroki po drabinie piłkarskiej kariery. Jak się okazało, młody „Pancho” odznaczał się nieprzeciętnym talentem do piłki nożnej, wkrótce więc został wypatrzony przez lepszy klub, lokalne Estudiantes. Co więcej, w trzech meczach testowych, jakie rozegrał w barwach tej ekipy, zdobył aż jedenaście bramek!
Gdy wydawało się, że podpisanie kontraktu z Estudiantes jest już tylko kwestią czasu, na przeszkodzie stanął zarząd 12 de Octubre, który nie chciał pozbyć się swojego czołowego gracza. Ostatecznie jednak o wszystkim zadecydowała lojalność wobec ekipy z sąsiedztwa, a mianowicie Gimnasia y Esgrima La Plata.
– Nigdy nie puszczono by mnie do lokalnego rywala, lecz zostałem odesłany na testy do „El Lobo” (Gimnasia – przyp. autora). Tam zostałem dołączony do trzeciej drużyny. Pierwszy mecz wygraliśmy 9:1, a ja strzeliłem wszystkie dziewięć goli. Tydzień później grałem już w pierwszej drużynie – wspomina Varallo.
Niewiele wody upłynęło w rzece La Plata, zanim opanowany, lecz bramkostrzelny „Cañoncito” („Armatka” – przyp. autora) zwrócił na siebie uwagę ówczesnego selekcjonera reprezentacji Argentyny Juana Tramutoli. Varallo został powołany na zgrupowanie z drużyną, która miała lecieć do Urugwaju na mistrzostwa świata. Rzecz jasna, nasz bohater nie zawiódł, wyzwalając wszystkie swoje niebagatelne umiejętności oraz determinację, która to mieszanka zapewniła mu miejsce w kadrze „Albicelestes”.
„Pancho” rozpoczynał w pierwszym składzie wszystkie trzy grupowe mecze reprezentacji Argentyny. W wygranym 6:3 meczu z Meksykiem zdobył jedną z bramek, lecz wcześniej brał udział w sukcesie, jakim była wygrana (1:0) w pierwszym dla Argentyńczyków meczu grupy A z Francją. Niestety, w kolejnym spotkaniu z Chile (3:1) doznał kontuzji, wykluczającej go z udziału w półfinale, w którym jego koledzy rozgromili Stany Zjednoczone aż 6:1, i stawiała pod znakiem zapytania jego występ w wielkim finale.










