Mówiąc o najlepszych piłkarzach świata, najczęściej mamy na myśli tych bramkostrzelnych, najefektowniejszych. Ilu golkiperów, obrońców czy defensywnych pomocników zbiera laury za swoją efektywną grę? Niewielu. Kibice kochają takich, którzy gromadzą kolejne rekordy strzeleckie, jak Platini na Euro w 1984 roku, Wilimowski w starciu przeciwko Brazylii, Pele w latach 60. czy całkiem współcześnie Ronaldo i Messi, toczący batalię o kolejne rekordy La Liga czy Ligi Mistrzów. Kto w takim razie jest najskuteczniejszym strzelcem w historii piłki nożnej?
Chciałoby się powiedzieć – to musi być Brazylijczyk! Tak, to Brazylijczyk. To Pele? Nie! W takim razie kto? Vava, Bebeto, Garrincha, Romario, Ronaldo? Też nie. To postać bardzo anonimowa, ale niezwykle barwna. Najskuteczniejszym piłkarzem świata do dziś pozostaje Arthur Friedenreich, który przez 26 lat swojej kariery strzelił – uwaga – 1329 goli. Dla porównania chłopak z faweli – Pele – nazbierał ich dokładnie 50 mniej.

Friedenreich stał się znany w Kraju Kawy w 1919 roku. Brazylia gościła akurat uczestników Copa America, a w finale z Urugwajem w składzie „Canarinhos” wybiegł Latynos o niemiecko brzmiącym nazwisku. Strzelił zwycięskiego gola i z miejsca stał się narodowym bohaterem. 26-tysięczna publiczność zgotowała mu owację na stojąco, a but, którym zdobył zwycięską bramkę, przez lata był traktowany jak dobro narodowe.
Pierwsze kroki w futbolu Friedenreich stawiał w drużynie Germanos (występowali w niej głównie piłkarze pochodzenia niemieckiego). Później reprezentował barwy takich klubów, jak: Mackenzie, Ypiranga czy Paulistano. W rozgrywkach stanu Sao Paulo aż dziewięć razy udało mu się wywalczyć koronę króla strzelców! Karierę zakończył w robotniczym klubie Flamengo w wieku 43 lat i do swoich ostatnich występów uważany był za najgroźniejszego napastnika w Brazylii. Obecnie nie zdarza się, aby kariera zawodnika z pola trwała tak długo, a jeśli ktoś zbliża się do granicy 40 lat, jego forma sportowa budzi wiele wątpliwości.
Mimo wielu sukcesów Friedenreich, aby zaistnieć, musiał przezwyciężyć wiele przeciwności. Na przełomie XIX i XX wieku w Brazylii panował rasizm, a Arthur jako syn biznesmena z Niemiec i Brazylijki był mulatem. Przez kolor skóry był traktowany jak człowiek drugiej kategorii. Nie życzono sobie, aby zadawał się z „lepszymi” białymi. Znalazł jednak sposób, by oszukać naturę i robić to, co kochał. Używał pudru ryżowego, który rozjaśniał skórę, ale dopiero po takim upokorzeniu pozwolono mu zagrać w lidze w derbach z Fluminense, klubem sponsorowanym przez białych. Dostęp do elity intelektualno-finansowej był możliwy tylko dla wybranych. Niestety mimo zniesienia podziałów rasowych także dziś bogato wyposażone wille kontrastują ze slumsami wokół Rio.












