Mecz pomiędzy Manchesterem City a Fulham wiele oznaczał dla Marka Hughesa, byłego opiekuna „The Citizens”. Zwolniony w grudniu 2009 roku, niedzielnego popołudnia powrócił na Eastlands. Jego Fulham zaskoczyło niejednego widza, gdyż zremisowało.
Jeżeli Mark Hughes chciał coś udowodnić włodarzom City, to raczej powinien być zadowolony z gry swoich podopiecznych. Okazuje się, że nawet względnie przeciętny skład może znaleźć patent na pełną gwiazd drużynę. Mecz rozpoczął się od ataku gospodarzy. Zabaleta zagrał piłkę w kierunku Balotellego, który odnalazł się na lewej flance. Ten posłał ją do Teveza. Argentyńczyk mający na koncie 50 bramek dla „The Citizens” nie zdołał jej jednak sięgnąć. Podopieczni Roberto Manciniego w pierwszej połowie zdołali sobie stworzyć kilka ciekawych sytuacji.

Fulham nie udało się przed przerwą pokonać Harta, choć zrobić to próbowało. Dość widoczny był Dempsey, który chociażby jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa oddał mocny strzał ze sporego dystansu. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką. W 24. minucie „The Cottagers” byli też bliscy szczęścia, po tym jak na pozycji odnalazł się Dembele. Czujność zachował jednak bramkarz City, który wybronił jego strzał.
W końcu padła pierwsza bramka dla drużyny Roberto Manciniego, wszak dwie minuty później wspaniałym strzałem z około 25 metrów popisał się Mario Balotelli. Dwójkowa akcja z Tevezem spełniła swoje zadanie. Wynik utrzymał się do samej przerwy, lecz kto myślał, iż City jest już pewne zwycięstwa, ten srogo się mylił. Doskonale pokazał to początek drugiej odsłony.
Niedługo po wznowieniu gry Fulham wyrównało. Duff wykonywał rzut rożny, lecz Dzeko wyjaśnił sytuację. Przy piłce wciąż byli jednak goście, którzy przeprowadzili, jak się okazało, decydujący atak. Hangeland zagrał do Johnsona, ten z kolei do Duffa. Reprezentant Irlandii zdołał umieścić piłkę w siatce z dość bliskiej odległości, Fulham wróciło do gry.
Mimo usilnych starań, Manchester City nie zdołał już strzelić zwycięskiej bramki. „The Cottagers” dobrze zagrali w obronie i uzyskali drogocenny punkt na, nie ma co ukrywać, trudnym terenie. Powoli wychodzą oni też z niewygodnej sytuacji w tabeli i mogą być już raczej spokojniejsi co do utrzymania w lidze. „The Citizens” bez Silvy nie zagrali już tak fenomenalnie, z szansami na mistrzostwo ligi mogą się już raczej ostatecznie pożegnać. Nic dziwnego, że po ostatnim gwizdku Petera Waltona na Eastlands zabrzmiały gwizdy.











