Chociaż uwaga angielskich kibiców była skupiona na derbach północnego Londynu i spotkaniu Chelsea, to swoje mecze rozgrywały ligowe średniaki. Festiwal bramek zobaczyli kibice, którzy zasiedli na trybunach Craven Cottage, gdzie Fulham gościło QPR.

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem 7. kolejki angielskiej Premiership były derby północnego Londynu, czyli starcie „Kogutów” z „Kanonierami”. Jednak nie były to jedyne derby stolicy Anglii, jakie odbyły się w niedzielne popołudnie. Na Craven Cottage, gdzie swoje mecze na co dzień rozgrywa Fulham, zagościł beniaminek QPR. „The Cottagers” już w 2. minucie za sprawą Andrew Johnsona objęli prowadzenie i nie zamierzali poprzestać na jednym golu. W 20. minucie strzelec pierwszej bramki został sfaulowany w polu karnym i sędzia podyktował rzut karny. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Danny Murphy. Podopiecznym Martina Jola wciąż było mało i kilkanaście minut później swoją drugą bramkę zdobył Johnson, wykańczając składną akcję całego zespołu. Gospodarze w drugiej połowie ani myśleli o zwolnieniu tempa. W 59. minucie hattricka skompletował Andrew Johnson i oddał strzelanie kolegom z drużyny. Kolejne dwa gole zdobył duet Zamora – Dempsey, najpierw angielski snajper asystował przy golu Amerykanina, a później ten odwdzięczył mu się tym samym. Mimo kilku ofensywnych zmian, które przeprowadził Neil Warnock, gościom nie udało się strzelić chociaż honorowej bramki.

Trudy spotkania z Manchesterem United w ubiegłym tygodniu oraz mecz w Lidze Europejskiej z Besiktasem mocno dały się we znaki piłkarzom Stoke. „The Potters” niespodziewanie ulegli na Liberty Stadium Swansea 2:0. Wynik otworzył już w 9. minucie Scott Sinclair, który pewnie wykorzystał rzut karny. Na kolejnego gola kibice mogli cieszyć dopiero na pięć minut przed regulaminowym czasem gry. Sposób na pokonanie Begowicia znalazł Graham, ustalając wynik meczu na 2:0.











