Rok temu trzecia, teraz druga liga. Wakacje, deszcz czy mróz. Gra z drużynami typu GKS Wikielec. To wszystko nie ma znaczenia. Na spotkania domowe „Czerwono-biało-czerwonych” przychodzą tłumy. Na czym polega ten fenomen? Dlaczego Widzew Łódź działa na kibiców jak magnes? O tych i kilku innych aspektach porozmawialiśmy z Arkadiuszem Stolarkiem.
Widzew Łódź to jedna z największych marek piłkarskich na polskim rynku. Miał, ma i będzie mieć rzesze wiernych fanów, którzy w każdej chwili będą w stanie pomóc klubowi. Po upadku tysiące kibiców z całej Polski zaangażowało się w odbudowę ukochanej drużyny.
Półtora roku temu Widzew Łódź dostał nowy stadion, który może pomieścić 18 018 tysięcy miejsc. Obiekt przy al. Piłsudskiego jest szczelnie – mecz w mecz – zapełniany. W obecnym sezonie widzewiacy notują najwyższą średnią frekwencję w naszym kraju. Początkowo mówiono, że jest to nic innego jak boom na stadion. Jednakże czy aby na pewno jest to tylko moda, a nie już stały trend, który może – wraz z awansami do wyższych lig – tylko rosnąć?
Od otwarcia nowego stadionu minęło już nieco ponad półtora roku. Wysoka frekwencja na pierwszych kilku spotkaniach była chyba do przewidzenia. Każdy chciał zobaczyć nowy stadion. Jednak mało kto się chyba spodziewał, że mecz w mecz przez te półtora roku stadion będzie zapełniany niemalże w stu procentach. Czy ty należałeś do tych osób, które przewidywały taki scenariusz?
Przed rozpoczęciem sprzedaży karnetów na nowy stadion spodziewałem się liczby maksymalnie około 8000 sprzedanych sztuk. Nie spodziewałem się natomiast bicia własnych rekordów i tak wysokiej, stałej frekwencji. W przypadku meczu otwarcia, derbów czy spotkania z rezerwami Legii Warszawa było pewne, że stadion będzie pełny. To, że frekwencja była niewiele mniejsza na meczach z rywalami zamykającymi tabelę, to już chyba można wytłumaczyć jakimś zjawiskiem społecznym zaistniałym wokół odbudowywanego klubu. Wszystkie ręce na pokład itp., a że rąk w całej Polsce okazało się bardzo dużo, to jest, jak jest. To wszystko pokazało, jak ogromnym potencjałem dysponuje Widzew i jak wielu ludzi czekało na normalność w RTS.
Gdy był stary stadion, a Widzew grał w ekstraklasie, to na mecze przychodziło średnio 5-6 tysięcy widzów (jeśli dobrze pamiętam). Teraz „Czerwono-biało-czerwoni” grają w II (a w momencie oddania stadionu w III) lidze. Na czym więc polega ten frekwencyjny fenomen na Widzewie? Dlaczego ludzie tak chętnie przychodzą na mecze? Wiadomo, Widzew to potężna marka na polskim rynku, ale chyba sam nowy stadion nie robi tu za jedyny magnes dla kibiców, prawda?
Stary stadion, ciągłe porażki, zły klimat wokół klubu, niechęć wielu kibiców do jakiegokolwiek wsparcia Sylwestra Cacka – biorąc to wszystko pod uwagę, to właściwie należałoby powiedzieć, że nie było wtedy tak źle z tą frekwencją. Tym bardziej że i tak była chyba najwyższa spośród wszystkich klubów I ligi, a wcześniej, w ekstraklasie, poza klubami z nowymi stadionami, również spokojnie w TOP3.
Widzew nie jest klubem drugoligowym, bo wzbudza zainteresowanie na poziomie TOP5 klubów w kraju. Postawienie nowego stadionu to oczywiście najważniejsza przyczyna tego fenomenu, który obserwujemy obecnie, ale gdyby to była tylko moda na nowy stadion, Widzew nie biłby co pół roku rekordu Polski sprzedanych karnetów, bo to zainteresowanie musiałoby z czasem nieco wygasać, a jest odwrotnie. Zbyt mały (jak się okazało) obiekt spowodował, że osoby niemające karnetów w III czy II lidze mogą być pozbawione możliwości oglądania Widzewa w ekstraklasie. Karnet stał się polisą ubezpieczeniową na przyszłość, bo po wejściu do ekstraklasy Widzew na pewno będzie chciał od razu włączyć się do walki o najwyższej lokaty.











