Na murawę stadionu w Białymstoku Tomasz Frankowski musiał wbiec po tym, jak kontuzji doznał Marcin Burkhardt. Nie zdobył on jednak bramki i Jagiellonia przegrała z Lechią 1:2. Po meczu wspomniał, że jego drużyna przez sporą część spotkania była nieco ospała.
Każda seria się kiedyś kończy, ale chyba nie spodziewaliście się, że w tym meczu?
Różnie mogło być, wygrywaliśmy w zeszłej rundzie nieco fartownie, ze Śląskiem też uratowaliśmy remis. W końcu przyszedł mecz, którego nie musieliśmy przegrać, a jednak doznajemy pierwszej porażki. Szkoda, że akurat z Lechią Gdańsk, która jest tuż za nami w tabeli i zwycięstwo nad nią pozwoliłoby nam odskoczyć na znaczną odległość, a tak to ona się przybliża.
Jak myślisz, dlaczego Jagiellonia nie potrafi ostatnio wygrywać u siebie?
Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że należałoby porozmawiać o tym z trenerem, on jest najbardziej kompetentną osobą w naszym klubie.
Dlaczego dopiero po drugim golu na dobrą sprawę zaczęliście grać? Gdybyście tak atakowali przez cały mecz, jak przez ostatnie 30 minut, to pewnie inaczej by się on potoczył.

Być może widmo porażki tak głęboko zajrzało nam w oczy, że nie pozostało nic innego, jak rzucić się do szaleńczych ataków. Wcześniej być może staraliśmy się spokojną, zbyt spokojną grą, ustawić ją pod siebie. Niestety, Lechia jest to dosyć dobry, solidny zespół grający ofensywnie i trochę szczęśliwie, ale jednak wykorzystał naszą niefrasobliwość i wywozi stąd trzy punkty.
Trener Probierz powiedział, że po pięciu kolejkach okaże się, czy Jagiellonia będzie dalej walczyć o mistrzostwo Polski. Trzy kolejki za nami, a teraz przed Wami trudne wyjazdy do Poznania i Krakowa – nie wygląda to wszystko najlepiej.
Skoro powiedział, że po pięciu, to poczekajmy jeszcze na te dwa wyjazdowe spotkania z Lechem i Wisłą.











