Tomasz Frankowski nie przestaje udowadniać, że jest jednym z najlepszych snajperów, jakich mieliśmy okazję oglądać na polskich boiskach. Tym razem napastnik Jagi wystąpił w roli egzekutora i asystenta. Po jego efektownym podaniu Tomasz Kupisz strzelił bramkę na 1:0, a później pewnie egzekwował rzut karny, podwyższając wynik spotkania na 2:0. Gola honorowego dla Cracovii strzelił w doliczonym czasie gry Alexandru Suvorov.
Początek spotkania nie wróżył gospodarzom zbyt dobrze. To podopieczni Jurija Szatałowa jako pierwsi mogli zdobyć bramkę, lecz po podaniu Niedzielana minimalnie chybił Saidi Ntibazonkiza. Kolejna ciekawa sytuacja miała miejsce dopiero po 30 minutach gry. Fani obu drużyn już chyba powoli zasypiali, a ze snu wyrwał ich Tomasz Frankowski na spółkę z Dawidem Plizgą i Tomaszem Kupiszem. Akcję zainicjował Plizga, który dograł do wychodzącego na dobrą pozycję „Franka”. Ten przyjął piłkę, ściągnął na siebie trzech obrońców, po czym efektownie podał ją do Kupisza, a ten z najbliższej odległości wepchnął pikę do siatki. Asysta-marzenie.

Bramka dla Jagiellonii nie zmieniła zupełnie nic poza wynikiem spotkania. Na boisku znów wiało nudą, a kibice mogli wrócić do drzemki. Do końca pierwszej połowy Cracovia nie zrobiła absolutnie nic, aby przekonać swoich fanów, że ten wynik ich nie zadowala.
Trener Szatałow w przerwie musiał głośno powiedzieć, co myśli o swoich podopiecznych, bo ci przez kilka minut zdecydowanie atakowali. Animuszu starczyło jednak tylko na dziesięć minut, a potem znów piłkarze fundowali nam to, co w pierwszej połowie, czyli flaki z olejem.
Z biegiem czasu coraz wyraźniej było widać przewagę Jagiellonii. Białostoczanie szukali w polu karnym swojego supersnajpera – Frankowskiego, lecz ten nie potrafił zaskoczyć golkipera strzałem głową i minimalnie chybił po efektownym woleju. Mecz rozstrzygnął się w 70. minucie, kiedy to wprowadzony chwilę wcześniej Cetković został sfaulowany w polu karnym przez golkipera rywali. Z jedenastu metrów pewnie uderzył nie kto inny jak Tomasz Frankowski, strzelając swoją 152 bramkę w lidze polskiej.
W ostatnich minutach białostoccy obrońcy, a w szczególności Andrius Skerla, byli już na tyle rozluźnieni, że popełnili prosty błąd pod własną bramką, który poskutkował bramką strzeloną przez Suvorova. W efekcie ostatnie minuty były nerwowe dla ekipy Czesława Michniewicza, lecz Cracovia nie była w stanie pokusić się o nic więcej niż gol honorowy.










