Po meczu z Polonią Bytom Tomasz Frankowski stwierdził, iż jest zadowolony z postawy Jagiellonii i przyznał, że na jego dyspozycję strzelecką wpłynął nieco poranny incydent w hotelu.
Frankowski w spotkaniu z Polonią dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, prowadząc ekipę ze stolicy Podlasia do jej siódmego zwycięstwa w tym sezonie.
– Dzisiaj w hotelu na śniadaniu niosłem posiłek i rozbiłem filiżankę. Wydawało się, że jest to dobry prognostyk. Jak się później okazało, zbicie jednej filiżanki przyniosło efekt, bo szczęście się uśmiechnęło. Po raz kolejny potwierdziliśmy, że na boisku wyglądamy dobrze. Byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym. Mogliśmy udokumentować nasze zwycięstwo jeszcze wyżej, ale nie wykorzystaliśmy kilku sytuacji. Wygraliśmy pewnie. Do siatki trafiliśmy przed przerwą, a po niej poprawiliśmy – powiedział po meczu Frankowski.
Snajper białostockiego klubu otworzył wynik meczu w 29. minucie po błędzie Szymona Gąsińskiego. Bramkarz Polonii sparował przed siebie uderzenie z dystansu Marcina Burkhardta, a Frankowski wyprzedził stopera i wpakował piłkę do siatki.
– Jak Burkhardt oddał strzał, to wiedziałem, co się będzie święcić. Zauważyłem, że bramkarz niepewnie się zachował i wyprzedziłem stopera, który myślał chyba, że golkiper złapie to uderzenie. Później pozostało mi już tylko strzelić gola – opisał całą sytuację „Franek”.










