Członek sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski jasno przyznaje, że mimo wielu krytycznych opinii kończący się już piłkarski rok dla zespołu Franciszka Smudy był udany. Frankowski poza podsumowaniem wyliczył dla nas wnioski po porażce z Włochami.
Jak nastroje w kadrze po ostatniej porażce z Włochami?
Rzeczywiście, drużyna jest nieco przygaszona, bo wysokiej rangi przeciwnik, jeden z faworytów do zwycięstwa na mistrzostwach okazał się zbyt silny, a przede wszystkim zbyt sprytny. Wydawać by się mogło, że to Niemcy pokazali lepszy futbol przeciwko nam, jednak ich błędy potrafiliśmy wykorzystać, a we Wrocławiu było inaczej.
W takim razie, o jakie informacje jesteśmy bogatsi po porażce z Włochami, którzy mimo wszystko olśniewającego spotkania nie rozegrali.

Przede wszystkim wiemy to, że nie jesteśmy gotowi do rozgrywania spotkań z rywalami z wyższej półki na równym, przyzwoitym poziomie. Poszło nam nieźle z Koreą czy Meksykiem, jednak Włochy to już inna półka, podobnie jak Francja. Musimy poprawić agresję, nie tylko przez 45 minut, do pierwszej bramki, ale i po zmianie stron utrzymać swój styl gry, by odrobić ewentualne straty.
Idąc Pana tokiem myślenia, co zawiodło więc w meczu z Włochami poza konsekwencją, której zabrakło?
Zawsze można znaleźć mankamenty, nad którymi warto pracować. Do tej pory trio z Dortmundu ciągnęło grę kadry, a z Włochami spośród tych piłkarzy tylko Lewandowski pokazywał się z przodu. Należy więc rozważyć odciążenie zawodników, których wymieniłem, innymi reprezentantami.
Czy mamy jednak odpowiedni potencjał ludzki, by osiągnąć ten cel?
Oczywiście – liczymy na Mierzejewskiego, który przez pół roku powinien rozwinąć się całkiem nieźle w Turcji, jest Ludo Obraniak, który zapewne wróci do formy, a jeśli nie, to mamy graczy, którzy u siebie będą potrafili zapewnić równowagę w zespole.
Jak oceni Pan, jako rasowy, wiecznie młody snajper, grę dwójką napastników, gdy na boisku w meczu z Włochami zameldował się Brożek, wspomagający Lewandowskiego?
Cała drużyna nie funkcjonowała w danym momencie tak, jak powinna. Włosi przejęli inicjatywę, a my na murawie nie radziliśmy sobie najlepiej. Najważniejsze jednak jest to, by Paweł pojawiał się na boisku nie wtedy, kiedy musimy gonić wynik, a kiedy rywala należy dobić.
Po ostatniej porażce piłkarze tonują nastroje – najwyraźniej taki wynik nie zepsuł atmosfery w szatni reprezentacji Polski.











