W ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy Legia Warszawa doznała pierwszej porażki. Pogromcą stołecznego klubu okazała się Jagiellonia Białystok.
Bohaterem spotkania na pewno był Tomasz Frankowski. 38-letni napastnik w pierwszej połowie zanotował asystę, a w drugiej swoją bramką zapewnił zwycięstwo zespołowi z Białegostoku.
– Mamy taki zespół, że w dobrym dniu możemy prowadzić wyrównane spotkanie z każdą drużyną. Pierwsza bramka była konsekwencją dobrej gry całej ekipy i szkoda, że wcześniejsza okazja Dzalamidze nie zakończyła się golem, bo był to dzwonek alarmowy dla Legii, że nie przyjechaliśmy do Warszawy tylko się bronić. Duża część polskiego społeczeństwa patrzy na Legię z większą sympatią niż na inne drużyny, więc naturalnie wszyscy spodziewali się, że to Legia wygra spotkanie, a Daniel Ljuboja strzeli zwycięską bramkę, jednak umiejętnie zagraliśmy w defensywie. Przy odrobinie szczęścia pod koniec wywieźliśmy trzy punkty. Niezwykle cenne, bo Jagiellonia po raz pierwszy wygrała przy Łazienkowskiej.
W ostatnich czterech meczach Jagiellonia nie przegrała i zdobyła osiem punktów. Podopieczni Tomasza Hajty wydają się być w dobrej dyspozycji.
– Nie ma co ukrywać, że ostatnio jesteśmy na fali wznoszącej. Zwycięstwo w Poznaniu, u siebie prowadzenie z Widzewem do 90. minuty, trochę niefrasobliwie wypuszczone z rąk. Gdyby nie ostatnia minuta, mielibyśmy trzy wygrane z rzędu i można by było mówić, że Jagiellonia wróciła na właściwe tory.
Frankowski zapowiedział już, że po sezonie zakończy karierę. Czy takie dobre spotkania mogą przekonać byłego reprezentanta Polski do zmiany zdania?
– Nie rozważam przedłużenia kariery, chyba że skończę sezon z 15 bramkami, a na to się na razie nie zanosi.










