Reprezentacja Polski przegrała z Francuzami 0:1 po samobójczym trafieniu Tomasza Jodłowca z 12. minuty meczu. Mimo porażki występ naszej reprezentacji należy uznać za udany. Polacy pokazali charakter, dzięki któremu dotrzymywali kroku lepiej wyszkolonym technicznie Francuzom.
Od początku spotkania obie drużyny grały bardzo agresywnie, starając się odebrać piłkę rywalom już na ich połowie. Jako pierwsi zagrożenie stworzyli Francuzi. W 4. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, głową uderzał Horeau, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Szczęsny, który zdołał odbić futbolówkę do boku.

Polacy starali się odpowiedzieć, przeprowadzając kilka nieźle wyglądających akcji. To jednak goście objęli prowadzenie w 12. minucie. Na prawej stronie podłączył się Sagna, który odegrał do N’Zogbii. Reprezentant Francji przełożył sobie piłkę na lewą nogę i zdecydował się na strzał. Tor lotu piłki zmienił Tomasz Jodłowiec, przez co zupełnie zmylił próbującego interweniować Szczęsnego i bramkarz Arsenalu zmuszony był wyciągać futbolówkę z siatki.
Polacy starali się odrobić straty, ale nie potrafili chociażby oddać strzału na bramkę Carrasso. Kilkakrotnie dobrze atakowali skrzydłowi, ale brakowało nam ostatniego podania, które na bramkę mógłby zamienić Robert Lewandowski lub inny reprezentant Polski. W ostatniej minucie pierwszej połowy na strzał z dystansu zdecydował się jeszcze Mierzejewski, lecz jego uderzenie przeleciało obok bramki Francuzów.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli Francuzi, którzy byli bardziej aktywni. Goście dominowali na boisku, długo utrzymując się przy piłce. W 57. minucie ładny strzał z dystansu oddał Valbuena, lecz na miejscu był Szczęsny.

Pięć minut później bardzo bliscy wyrównania byli Polacy. Po dośrodkowaniu z lewej strony Wawrzyniaka piłkę wybili obrońcy. Dopadł do niej Lewandowski, który najpierw przyjął ją sobie na klatkę piersiową, a później uderzył na bramkę. Futbolówka przeleciała jednak tuż obok słupka bramki strzeżonej przez Carrasso i polski napastnik mógł tylko ukryć twarz w dłoniach. Po chwili znów groźnie zaatakowali goście, lecz po raz kolejny na posterunku był młody bramkarz naszej reprezentacji.
Od 70. minuty Polacy zamknęli Francuzów na ich połowie, co mogło zakończyć się zdobyciem przez nas bramki. Bliski trafienia był Mierzejewski, lecz jego strzał w ostatniej chwili zdołał wybić Hoarau. Wprawdzie za nim był jeszcze bramkarz, ale mocny strzał zawodnika Polonii mógł mu sprawić sporo kłopotów. W 74. minucie po raz kolejny na wysokości zadania stanął Szczęsny, który wygrał pojedynek sam na sam z Hoarau.












