Reprezentacja Francji nie była w stanie pokonać Szwecji i zająć pierwszego miejsca w grupie. Drużyna Erika Hamrena wygrała z mistrzami Europy z 2000 roku 2:0. Bramki strzelali Zlatan Ibrahimović i Sebastian Larsson.
Olbrzymich apetytów narobiły nam obydwie reprezentacje przez początkowe dziesięć minut pierwszej połowy spotkania. Zarówno Szwedzi, jak i Anglicy nie stronili od akcji ofensywnych i stawiali na szybkie rozgrywanie piłki. Już w 3. minucie „Żółto-niebiescy” znaleźli się w polu karnym „Trójkolorowych”, ale niecelnie głową uderzał Toivonen po wrzutce Larssona. Kilkadziesiąt sekund później w identycznej wręcz sytuacji znalazł się sam Larsson, uderzył lepiej – bo celnie – ale piłkę wyłapał Lloris.

W 6. minucie do głosu doszli Francuzi, którzy ruszyli z szybkim atakiem z własnej połowy. Piłkę otrzymał Ben Arfa, jednak posłał ją daleko obok bramki Isakssona. Kolejna akcja mogła już przynieść gola podopiecznym Laurenta Blanca. Karim Benzema powalczył w polu karnym ze szwedzkimi obrońcami, podał futbolówkę do Ribery’ego, a ten oddał mocny strzał z ostrego kąta, który sprawił sporo problemów bramkarzowi. W odpowiedzi ruszyli Szwedzi, którzy powinni wyjść na prowadzenie w 10. minucie. Toivonen wygrał walkę z Mexesem, znajdując się sam na sam z Llorisem. Niestety, zamiast podawać do wbiegającego Ibrahimovicia, postanowił mijać Francuza i z ostrego kąta trafił tylko w słupek.
Na następną sytuację czekać musieliśmy do 18. minuty. Ribery pomknął lewym skrzydłem i dograł na linię „szesnastki”, skąd niecelnie strzelił Benzema. Kolejne kilkanaście minut to głównie gra w środku pola. Francuzi niespecjalnie kwapili się do atakowania bramki Isakssona, a Szwedzi tylko wyczekiwali na błędy przeciwnika, których ci popełniali niewiele. „Trójkolorowi” dopiero w 35. minucie mogli zagrozić Szwedom, ale potężne uderzenie Ben Arfy sprzed „szesnastki” poszybowało nad bramką. W końcu nadeszła 44. minuta i najlepsza sytuacja Francji. Benzema wyprzedził Ibrahimovicia, dograł piłkę do Ribery’ego, ale jego strzał w ostatniej chwili zdążył zablokować jeden z obrońców. Kilkadziesiąt sekund później sędzia Pedro Proenca zaprosił zawodników na przerwę.
Drugą odsłonę, podobnie jak pierwszą, z animuszem rozpoczęli Szwedzi, którzy przez pierwsze pięć minut nie mieli zamiaru wypuszczać Francji z jej połowy. „Żółto-niebiescy” próbowali otwierających, prostopadłych podań, ale albo dobrze radzili sobie z nimi przeciwnicy, albo napastnicy byli łapani na spalone. W 51. minucie na zegarze odpowiedzieli „Trójkolorowi”. Lewą stroną ruszył Nasri, dograł do Benzemy, ten zszedł do środka i oddał mocny strzał po długim rogu, ale piłka minimalnie minęła lewy słupek Isakssona. Sto dwadzieścia sekund później na uderzenie z dystansu zdecydował się M’Vila, ale szwedzki bramkarz nie miał problemów ze złapaniem piłki.











