Jedno z trzech nieprzełożonych spotkań 18. kolejki Premiership, które odbyło się na City of Manchester Stadium, zakończyło się wygraną Evertonu. Goście zdobyli dwie bramki w pierwszej połowie i, wygrywając 1:2, nie pozwolili Manchesterowi City zająć pierwszego miejsca w tabeli.

Mecz na Eastland zapowiadał się niezwykle ciekawie. Manchester City miał szansę, przynajmniej do czasu odwołanych ostatnio spotkań, na zajęcie pozycji lidera. Z drugiej strony, Everton ostatnie trzy mecze na City of Manchester Stadium wygrał, nie tracąc ani jednej bramki. Passa gości z Liverpoolu najwyraźniej bardzo ich motywowała, ponieważ już po czterech minutach Everton wyszedł na prowadzenie. „The Toffees” najpierw przeprowadzili akcję lewym skrzydłem. Kiedy to nie przyniosło pożądanego skutku, z prawej części pola karnego piłkę wrzucił w pole bramkowe Seamus Coleman. Tam czekał już na nią niezawodny Tim Cahill, który silnym uderzeniem głową skierował piłkę do siatki Harta. Po kilku minutach boiskowej ciszy przyszedł moment na odpowiedź gospodarzy. W 11. minucie niewiele zabrakło Silvie. Hiszpan otrzymał świetne podanie od Yayi Toure, ale nie potrafił strzelić w światło bramki Tima Howarda. Trzy minuty później z rzutu rożnego główkował Balotelli. Sprowadzony z Interu napastnik posłał piłkę wprost w ręce Howarda.
W 19. minucie podopieczni Davida Moyesa przeprowadzili cudowną akcję, która przyniosła im drugiego gola. Akcję rozpoczął i skończył lewy obrońca Evertonu – Leighton Baines. Piłkarz, biegnąc wzdłuż linii bocznej, oddał piłkę Anichebe i obiegł go, kierując się ku środkowi pola karnego. Anichebe zagrał w pole karne do Tima Cahilla, a ten wystawił ją nadbiegającemu obrońcy „The Toffees”. Baines uderzył technicznie z pierwszej piłki i nie dał żadnych szans Hartowi. Po niespełna 20 minutach Manchester City przegrywał na własnym stadionie 0:2. Siedem minut później kolejną dobrą okazję mieli gospodarze. Do Teveza zagrywał Zabaleta, lecz napastnik posłał piłkę ponad poprzeczką rywali. Po około 30 minutach gry gracze Manciniego rozpoczęli zmasowany atak na bramkę strzeżoną przez Howarda. Amerykański bramkarz, mimo wielu strzałów graczy City, nie był zmuszony do interwencji, wszystkie strzały blokowali bowiem jego koledzy z pola. Howard musiał postarać się dopiero w 37. minucie. Wtedy z rzutu wolnego na bramkę uderzał Kolarov. Pod koniec połowy posiadanie piłki wyrównało się, ale żadna ekipa nie stworzyła dobrej, klarownej sytuacji.












