Adam Nawałka w pewnym momencie sparzył się na tym tak bardzo, że przypłacił to posadą. Jerzy Brzęczek nawet nie próbował. Paulo Sousa z kolei od samego początku zauważył drzemiący w tym potencjał. Formacja z trzema obrońcami, bo o niej mowa, nadal wymaga wielu szlifów, lecz zdaje się, że Portugalczyk ma już ją ukształtowaną. Koniec ze sprawdzaniem oraz eksperymentowaniem.
Mecz z Albanią tylko to potwierdził. Trio Glik – Bednarek – Dawidowicz w meczu z Albanią ponownie zdało egzamin, więc wiele wskazuje na to, że możemy się do tego układu przyzwyczajać. Nie ma bowiem na chwilę obecną zbyt wielu argumentów za tym, aby zburzyć ten kolektyw, który powoli staje się coraz mocniejszy.
Formacja obronna bezbłędna w meczu z Albanią
Kamyczkiem do ogródka Paulo Sousy od początku jego pracy był problem z czystymi kontami. Przeciwnicy Portugalczyka słusznie zauważali, że na jedenaście pierwszych spotkań jedyny raz na zero z tyłu „Biało-czerwoni” zagrali z Andorą. Nawet w San Marino Łukasz Skorupski był zmuszony wyciągać piłkę z siatki. Na październikowym zgrupowaniu jednakże udało się nie stracić bramki. Oczywiście były to „zaledwie” mecze z Sanmaryńczykami oraz Albańczykami, lecz nie od razu Rzym zbudowano.
Samo starcie w Tiranie można uznać za najlepsze od dawna pod względem defensywy. Po raz drugi selekcjoner postawił na trójkę Glik – Bednarek – Dawidowicz. Za pierwszym razem – w meczu z Anglią – ta odważna decyzja okazała się trafiona. Wczoraj to się potwierdziło. Albańczycy, chociaż niesieni fanatycznym dopingiem, byli w stanie oddać zaledwie sześć strzałów, w tym jeden celny.
Jan Bednarek bezbłędny
Jeden z najlepszych występów – o ile nie najlepszy – w swojej reprezentacyjnej karierze zaliczył Jan Bednarek. Już podczas śpiewania hymnu czuć było od niego moc, którą w sobie pokładał. W czasie meczu natomiast zdawał się być maksymalnie skoncentrowany. W 89 minut polski obrońca, według danych SofaScore:
- wygrał 3 z 4 pojedynków,
- wygrał 5 z 6 pojedynków powietrznych,
- zanotował 90 kontaktów z piłką,
- miał aż 93% celnych podań (71/76).
Obrońca otrzymał ocenę 7,6, która była najwyższa w drużynie „Biało-czerwonych”. Jednym z powodów dobrej gry obrońcy jest fakt, że miejsce w składzie „Świętych”. Przez pierwsze cztery kolejki szkoleniowiec Southampton, Ralph Hasenhüttl, stawiał na duet Stephens – Salisu. Kontuzja tego pierwszego ułatwiła jednakże powrót Polaka do pierwszego składu.











