Były napastnik reprezentacji Norwegii i Chelsea Londyn, Tore Andre Flo, zamienił zieloną murawę na… taneczny parkiet. Słynący z doskonałych warunków fizycznych eksgwiazdor skandynawskiego futbolu postanowił wziąć udział w norweskiej edycji „Tańca z gwiazdami”. Taneczne show wchodzi właśnie w decydującą fazę, bo program opuściło już pięciu jego uczestników. Wśród tej piątki pechowców nie ma Flo, który zbiera fantastyczne oceny od tamtejszego jury. Murem za nim stoi również publiczność, która swoimi głosami nie daje mu powodów do niepokoju związanego z opuszczeniem programu. Czy popularny „Flonaldo” zatem sprawdzi się na płaszczyźnie norweskiego show-biznesu?
Decyzja Flo o udziale w popularnym show wprawiła wielu jego krajan w niemałe osłupienie. Zwłaszcza tych zakochanych w piłce nożnej, czyli kibiców. Norwescy fani mieli mieszane uczucia już w marcu 2008 roku, kiedy to ich idol podjął decyzję o zawieszeniu butów na kołku. Na tę decyzję złożyło się na pewno wiele argumentów, m.in. uciążliwe kontuzje, które nie omijały go przez całą karierę, a także chęć poświęcenia się rodzinie, która nieraz była przez niego zaniedbywana. Iskrę nadziei na jego powrót do piłki zapalił jego były kolega z drużyny Chelsea, Roberto Di Matteo. Włoch, który w wakacje objął stanowisko trenera w ekipie Milton Keynes Dons FC (dawny sukcesor Wimbledon FC), złożył Norwegowi propozycję powrotu na boisko. Flo niestety ją odrzucił.
„Flonaldo” zasłynął z częstego zmieniania barw klubowych. Występował m.in. w Sogndal IL, Tromsø IL, SK Brann, Chelsea Londyn, Glasgow Rangers, Sunderlandzie, Sienie, Valerendze Oslo i Leeds United. Największe sukcesy odnosił jednak jako zawodnik słynnych „The Blues”, dla których stał się jedną z klubowych legend. W reprezentacji Norwegii w 76 meczach zdobył 23 gole. Zaliczył również udział w mistrzostwach świata we Francji oraz mistrzostwach europy w Belgii i Holandii. Na francuskim mundialu rozegranym w 1998 roku w fazie grupowej strzelił piękną bramkę reprezentacji Brazylii, a zespół popularnych „Wikingów” pokonał wtedy ówczesnych mistrzów świata 2:1 i do drugiej rundy przystępował jako zwycięzca grupy. Wprawdzie potem Norwedzy ulegli Włochom, ale sam fakt pokonania mocarstwowych „Canarinhos” w Skandynawii odbił się szerokim echem.










