FJW: Zygmunt Anczok – najlepszy polski lewy obrońca w historii


Kolejna odsłona cyklu "Futbol Jest Wielki", a w niej Zygmunt Anczok

3 kwietnia 2020 FJW: Zygmunt Anczok – najlepszy polski lewy obrońca w historii
wikipedia.pl

Zygmunt Anczok przez wielu specjalistów uznawany był za jednego z najlepszych lewych obrońców lat 70. na świecie. Wielkie mecze rozegrane przeciwko najlepszym, mistrzowskie tytuły i medale sprawiły, że na stałe zapisał się w historii polskiej piłki. Dziś jego gwiazda nieco już przygasła. Jednak my postaramy się przybliżyć sylwetkę zawodnika, który w latach świetności zatrzymywał nawet wielkiego Garrinchę.


Udostępnij na Udostępnij na

Anczok karierę rozpoczął, gdy większości naszych czytelników jeszcze nie było na świecie. Szybko rozpoczął kariera, bo już w wieku 13 lat zmagał się z dorosłymi rywalami. Niestety duże obciążenia od najmłodszych lat sprawiły, że Zygmunt Anczok zmuszony był przedwcześnie zakończyć karierę. Robił to dwukrotnie. Najpierw jako piłkarz Górnika Zabrze, a ostatni raz, gdy występował w lidze norweskiej. Dla wielu najlepszy lewy obrońca, jakiego widziała piłkarska Polska. Wciąż wielu czeka na reprezentanta Polski, który choć trochę zbliży się do jego klasy sportowej.

Początki Zygmunta Anczoka

Zygmunt Anczok urodził się w 1946 roku w Lublińcu. Tam też stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. Wszystko zaczęło się od miejscowej Sparty Lubliniec. Nastoletni Anczok niemal od samego początku trenował z zawodnikami tego klubu. Sparta Lubliniec w tamtym czasie występowała na poziomie A-klasy. Dość szybko trener tej drużyny dostrzegł potencjał drzemiący w małym Zygmuncie. W wieku zaledwie 13 lat Anczok dostał szansę zadebiutowania na seniorskich boiskach. Zygmunt Anczok

Anczok niemal od samego początku wyróżniał się niezwykłą wydolnością i wytrzymałością. Oprócz piłki nożnej trenował również czworobój. Wydolność i wytrzymałość to główne cechy, które zwróciły na niego wzrok trenerów podczas obozu dla najzdolniejszych. Szybko awansował do grupy zawodników określanych mianem najzdolniejszych.

Równie szybko został sprowadzony do znacznie większego klubu niż jego Sparta Lubliniec. Po młokosa sięgnęła Polonia Bytom. Dla każdego, kto kiedykolwiek zamienił małą mieścinkę na znacznie większe miasto, jest oczywiste, z czym zetknął się 16-letni obrońca. Pomimo nowego otoczenia, dużego miasta i samotności Anczok zacisnął zęby i z każdym treningiem stawał się coraz lepszy. Jeszcze w 1962 roku zdołał zadebiutować w reprezentacji młodzieżowej.

Bytomski rozdział

Etap bytomski dla zawodnika z Lublińca miał bardzo słodki smak, ale od początku… W tamtym czasie Polonia Bytom była jedną z czołowych drużyn w Polsce. Świeżo upieczony mistrz Polski postanowił wprowadzać Anczoka do drużyny powoli. Młody Zygmunt zaczął od występów w drużynach juniorskich. Jakby tego było mało, został jednym z architektów mistrzostwa, po które sięgnęła młodzieżówka Polonii. Był to rok 1963, a finał rozegrano w Zielonej Górze.

Czas w Bytomiu miał się okazać najdłuższym okresem w jednym zespole. Był to też czas sukcesów zarówno krajowych, jak i międzynarodowych. Jednym z takich sukcesów międzynarodowych było zdobycie Pucharu Karla Rappana. Zapytacie, co to za rozgrywki? Dla tych młodszych informacja: Puchar Karla Rappana to poprzednik Pucharu Intertoto, a ten ostatni był turniejem dla tych drużyn, które nie dostały się do bardziej znaczących europejskich pucharów.

Dzięki zwycięstwu w Pucharze Karla Rappana Polonia Bytom z Anczokiem w składzie wyjechała na turniej do Ameryki. Ten turniej również wygrali piłkarze z Bytomia. Stany Zjednoczone dla ówcześnie 19-letniego obrońcy Polonii jawiły się jako zupełnie inny świat. Do legendy przeszły jego opowieści o tym, jak niemal dzień w dzień zajadał się kurczakiem za jednego dolara.

Wróg publiczny

Choć bez wątpienia Polonia Bytom była klubem, w którym Anczok spędził najdłuższy okres swojej sportowej kariery, to jednak gra dla Górnika Zabrze przyniosła mu najważniejsze krajowe trofeum. Przejście z Polonii do Górnika wiązało się z pewnymi nieprzyjemnościami. Z dnia na dzień z postaci powszechnie lubianej w Bytomiu stał się wrogiem publicznym. Jego transfer do klubu z Zabrza wywołał wiele negatywnych emocji wśród kibicowskiej społeczności z Bytomia. Wyzwiska pod jego domem były niemal na porządku dziennym…

(…) nie przeprowadziłem się do Zabrza, nadal mieszkałem w Bytomiu. Brygada, która rozwoziła towar o piątej-szóstej rano po sklepach, złożona z kibiców Polonii, codziennie zatrzymywała się pod moim domem i rozpoczynała koncert wyzwisk. Jestem dumny, że dostałem się wtedy do Górnika Zbigniew Anczok w książce „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach” Pawła Czady

Zygmunt Anczok dołączył do Górnika Zabrze, który w tamtym okresie był najlepszym polskim zespołem. Świeżo upieczony mistrz Polski i zdobywca Pucharu Polski. Dla Górnika chciał grać każdy. Zwłaszcza u boku Włodzimierza Lubańskiego – jednego z najlepszych napastników w historii polskiej piłki. Przenosiny do Zabrza okazały się strzałem w sam środek tarczy. Z Anczokiem w składzie Górnik zdołał w następnym sezonie obronić dublet i ugruntować swoją pozycję hegemona w polskiej piłce. Mało tego, grając u boku Lubańskiego i wielu innych czołowych zawodników tamtych lat, Anczok miał zdecydowanie bliżej do reprezentacji Polski.

Z zabrzańskim klubem wiąże się jeszcze jedna historia z udziałem lewego obrońcy. Tym razem niezbyt wesoła. To właśnie w Zabrzu Anczok, nękany ciągłymi kontuzjami, postanawia zakończyć swoją karierę. Miał zaledwie 27 lat, gdy podjął tę decyzję. W dzisiejszych czasach to przynajmniej sześc, siedem lat grania na najwyższym poziomie. W latach 70. jego kontuzje nie były tak łatwe do wyleczenia jak dziś. Przedwcześnie zakończyła się poważna kariera zawodnika, który na lata miał panować na lewej stronie w reprezentacji Polski i Górniku Zabrze.

Lewy obrońca z przypadku

Anczok zapisał się w historii polskiego futbolu dzięki grze na lewej obronie. Mało kto jednak wie, że to nie była jego „pierwsza” pozycja na boisku. Były reprezentant Polski karierę rozpoczynał jako prawy łącznik. W dzisiejszych czasach ta pozycja już raczej nie funkcjonuje w taktyce. Co sprawiło, że młody Anczok został z dnia na dzień rzucony na lewą obronę i tam został? Odpowiedź jest prosta: kontuzja kolegi z zespołu.

Niefart kumpla z szatni sprawił, że polska piłka dostała jednego z najlepszych (jeśli nie najlepszego) lewych obrońców w jej historii. Anczok robił to na tyle dobrze, że już do końca swojej kariery został na tej pozycji. Dzięki świetnej wydolności i szybkości (o czym wspominaliśmy już wcześniej) Anczok uchodził za obrońcę nowocześnie grającego w piłkę. Tak oto życie po raz kolejny pokazało, że czasami wielkie historie rodzą się z przypadku…

Anczok w reprezentacji

Zygmunt Anczok po raz pierwszy przywdział biało-czerwony trykot w roku 1965. Rywalem, przeciwko któremu zadebiutował popularny „Ana” (pseudonim odziedziczony po starszym bracie – Eryku), była Szkocja. Mecz rozgrywany w Glasgow miał dla Anczoka słodki smak. „Biało-czerwoni” wywieźli ze Szkocji zwycięstwo. Anczok miał zaledwie 18 lat i był to dopiero początek jego wielkich dni w reprezentacji.

Łącznie „Ana” rozegrał 4138 minut w barwach narodowych. Miał też wkład (i to dość spory) w zdobycie chyba najważniejszego trofeum w historii polskiej piłki. Jako etatowy lewy obrońca kadry pomógł w sięgnięciu po złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Monachium w roku 1972. Był jedynym zawodnikiem naszej reprezentacji, który rozegrał wszystkie spotkania tego turnieju od początku do końca.

Licznik zatrzymał się na niewielkiej liczbie występów w porównaniu z umiejętnościami i potencjałem Anczoka. Przedwczesne zakończenie kariery zawodowej w 1974 roku sprawiło, że ostatnim występem w barwach narodowych był przegrany mecz z Walią w 1973 roku.

Anczok był nominowany do „Reprezentacji 100-lecia PZPN”. Przegrał niestety z innym wybitnym lewym obrońcą – Antonim Szymanowskim.

***

„Sport to zdrowie” – takiej frazy często używają osoby uprawiające różne dyscypliny sportowe. Często jednak bywa tak, że sport nie daje zdrowia, ale je zabiera. O tym mógł przekonać się Zygmunt Anczok, który z powodu kontuzji musiał przedwcześnie zakończyć karierę zawodową. Wracał później do gry w klubach amatorskich, jednak to już nie było to samo.

Bez wątpienia zapisał się złotymi zgłoskami na kartach historii polskiego sportu. Dla wielu był najlepszym lewym obrońcą w historii. Być może jego dokonania, tak klubowe, jak i reprezentacyjne, byłyby jeszcze bardziej okazałe. Tego jednak się nigdy nie dowiemy. Niemniej jednak Anczok wielkim piłkarzem był i historia powinna o nim zawsze pamiętać.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze