Między 11 czerwca a 11 lipca 2010 roku oczy dosłownie całego świata zwrócone będą na Republikę Południowej Afryki. To właśnie tam rozegrane zostaną XIX Finały Mistrzostw Świata. Będzie to turniej wyjątkowy, gdyż po raz pierwszy odbędzie się on zimą oraz po raz pierwszy zorganizuje go przedstawiciel Czarnego Lądu.
Okazało się to możliwe dzięki wprowadzonej przez FIFA rotacji kontynentalnej polegającej na organizowaniu mundiali przez kolejne kontynenty. Po Azji (Korea Południowa i Japonia) i Europie (Niemcy) przyszedł czas na Afrykę. Do rywalizacji o ten zaszczyt przystąpiły: Libia, Tunezja, RPA, Egipt i Maroko. Ostatecznie przedstawiciele Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej zdecydowali się powierzyć to przedsięwzięcie krajowi ze stolicą w Pretorii.

Mundial 2010 będzie trzecim udziałem graczy „Bafana Bafana” w najważniejszej piłkarskiej imprezie globu. Poprzednio udało im się wystąpić na turniejach rozgrywanych we Francji oraz Korei Południowej i Japonii. Nie wspominają jednak ich zbyt dobrze. Z obydwoma pożegnali się już w części grupowej. W 1998 roku znaleźli się w pierwszej fazie czempionatu z Danią, Arabią Saudyjską i gospodarzami, kadrą prowadzoną przez Aime Jaqeuta. Ich debiut okazał się wielką klapą. Przyszli triumfatorzy łatwo rozprawili się z nimi 3:0. Antybohaterem tego meczu został Pierre Issa, który umieścił piłkę we własnej siatce oraz walnie przyczynił się do utraty drugiej bramki. Następnie udało im się zremisować 1:1 z mocnymi Duńczykami oraz podzielić się punktami z nie najsilniejszymi Saudyjczykami 2:2. Dwa zdobyte punkty spowodowały, że piłkarze z Afryki musieli wracać do domu. Nieco lepiej poszło im w Azji. W pierwszej potyczce, pomimo niekorzystnego wyniku 0:2, udało im się w doliczonym czasie gry doprowadzić do wyrównania. Już na początku drugiego starcia w grupie, w którym przeciwnikiem zawodników z Czarnego Lądu była Słowenia, Siyabonga Nomvethe umieścił głową piłkę w bramce Marco Simeunovicia. Taki rezultat utrzymał się do końca, dzięki czemu ówcześni podopieczni Jomo Sono odnieśli historyczne zwycięstwo w mistrzostwach świata. Na ich nieszczęście ostatnią konfrontację przegrali z Hiszpanami, a triumf Paragwaju nad graczami z Bałkanów dał awans do 1/8 finału reprezentantom Ameryki Południowej.
Futbol w kraju gospodarzy zbliżającego się mundialu stale się rozwija, o czym świadczy fakt, że zdecydowana większość kadrowiczów broni barw klubów ze swojej ojczyzny. Obecna drużyna „Bafana Bafana” złożona jest w większej części z zawodników młodych. Niewielu z nich jest w wieku powyżej 30 lat. Niektórzy z nich występują w ligach z punktu widzenia mieszkańca Republiki Południowej Afryki egzotycznych. Napastnik Thembinkosi Fanteni jest graczem izraelskiego Maccabi Hajfa, a jeden z liderów reprezentacji, McBeth Sibaya, należy do asów w talii Kurbana Bierdyjewa, opiekuna Rubinu Kazań. Jednak ponad gwiazdy wszystkich członków drużyny narodowej RPA wybija się ta należąca do Stevena Pienaara. Ten mierzący 170 cm pomocnik urodził się 17 marca 1982 roku w Johannesburgu. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Ajaksie Kapsztad, będącym klubem satelitarnym słynnego Ajaksu Amsterdam. Stamtąd w 2001 roku przeniósł się do właściwej siedziby swojej drużyny, stolicy Holandii, gdzie swoją grą począł zachwycać kibiców nie tylko w Kraju Tulipanów, ale także miłośników futbolu w całej Europie. Stał się jednym z tych, którzy zaczęli przywracać teamowi ze stadionu ArenA dawny blask. Jego świetna postawa zaowocowała transferem do Borussii Dortmund. Jednak epizodu w Niemczech Pienaar nie mógł zaliczyć do udanych. W ciągu dwóch sezonów wystąpił w zaledwie 25 meczach. Na szczęście udało mu się przenieść na Wyspy Brytyjskie do Evertonu Liverpool, gdzie odbudował dawną formę. W reprezentacji dotychczas zagrał 43 razy, zdobywając w niej dwa gole. Chociaż nie wpisuje się często na listę strzelców, to od niego zależą ofensywne poczynania teamu „Bafana Bafana”, który bardzo traci podczas jego nieobecności. Turniej w ojczyźnie będzie dla 27-letniego pomocnika najlepszą z możliwych okazji do pokazania swoich możliwości i być może angażu w lepszym klubie.











