Kibice śledzący rozgrywki europejskie nastawieni sią na to, aby oglądać najlepsze kluby rywalizujące między sobą. Jednakże w sytuacji, gdy mierzą się przedstawiciele jednej ligi, niektórzy mogą odczuć przesyt. W końcu zespoły te i tak zagrają ze sobą co najmniej dwa razy w lidze. Na nieszczęście niezadowolonych z takiej sytuacji w ostatnich latach nadspodziewanie często dochodzi do „jednopaństwowych” pojedynków. Dzisiejszy finał w Porto będzie piątym w ciągu dziesięciu lat. Czy takie starcia z marszu należy skreślać?
Wydawać by się mogło, że szansa na takie pojedynki jest dość mała. Cztery najlepsze ligi w Europie, czyli Anglia, Włochy, Niemcy oraz Hiszpania, mają zapewnione cztery miejsca w Lidze Mistrzów. Hiszpanie w przyszłym sezonie wystawią aż pięć drużyn – spowodowane jest to wygraniem Ligi Europy przez Villarreal. Mimo tego w ostatnich latach nadspodziewanie często dochodzi do starć z udziałem drużyn z jednego kraju.
2013: finał z oczywistym polskim akcentem
Borussia Dortmund, rewelacja edycji 2012/2013, przystępowała do finału rozgrywanego na Wembley niesiona świetnymi dwumeczami z hiszpańskimi drużynami: najpierw odwrócenie wyniku w doliczonym czasie gry w starciu z Malagą, później show Roberta Lewandowskiego w meczu z Realem Madryt. BVB prowadzone wówczas przez Jürgena Kloppa wyraźnie przegrało w lidze z Bayernem, lecz w finale Ligi Mistrzów mogło stać się wszystko. Drużyna Juppa Heynckesa była natomiast niczym walec – w drodze do finału odprawiła Arsenal, Juventus oraz Barcelonę, którą pokonała 4:0 u siebie oraz 3:0 na wyjeździe.
Chociaż „Bawarczycy” byli zdecydowanymi faworytami, to zawodnicy Borussii mieli świadomość, że dla większości z nich to jedyna szansa na podniesienie prestiżowego trofeum. Po bardzo obiecującej dla nich pierwszej połowie spotkania w drugiej Arjen Robben pokazał klasę. W 60. minucie sprytnym podaniem z linii bramkowej zmylił obronę BVB, a Mario Mandżukić, mając przed sobą tylko Marcela Schmelzera, otworzył wynik spotkania. Radość Bayernu nie trwała długo. Osiem minut później Ilkay Gundogan wykorzystał rzut karny. Gdy wydawało się, że dogrywka jest nieunikniona, Franck Ribery wyłożył Robbenowi piłkę w taki sposób, że Holender stanął przed stuprocentową sytuacją, którą wykończył ze stoickim spokojem. Piękny sen Borussii zakończył się brutalnie, lecz dwumecz z Realem, a zwłaszcza cztery bramki Lewandowskiego, pamiętane były jeszcze przez długi czas.
https://twitter.com/BKalendarza/status/1396937549629829121
2014: hiszpański finał, triumf Realu
Już rok później byliśmy świadkami finału nie tylko drużyn z tego samego państwa, ale i miasta. Diego Simeone, pracujący w Atletico od 2012 roku sprawił, że „Los Colchoneros” stanęli drugi raz w historii przed szansą zdobycia najcenniejszego trofeum w Europie. Pierwszy miał miejsce w 1974 roku. Hiszpanie przegrali wówczas z Bayernem Monachium. 40 lat później, w drodze do finału, pokonali AC Milan, FC Barcelona oraz Chelsea.
Real natomiast, prowadzony przez Carlo Ancelottiego, przeszedł przez fazę play-off jak burza. Pewnie rozprawił się z Schalke, zrewanżował się Borussii za klęskę z poprzedniego roku, a w półfinale rozgromił w dwumeczu Bayern 5:0. W starciu z Atletico, rozgrywanym na Estadio da Luz w Lizbonie, niespodziewanie na prowadzenie wyszli podopieczni Simeone. Zamieszanie w polu karnym wykorzystał Diego Godin, który sprytną główką zaskoczył Ikera Casillasa. Real długo próbował doprowadzić do wyrównania. Sztuka ta udała się dopiero w 93. minucie, kiedy to Sergio Ramos idealnie zmieścił futbolówkę między słupek a interweniującego Thibauta Courtois. Dogrywka to już była pełna dominacja „Królewskich”. Bramki Gareth’a Bale’a, Marcelo oraz Cristiano Ronaldo sprawiły, że Real wygrał Ligę Mistrzów pierwszy raz od 2002 roku.










