Filip Bednarek jest obecnie drugim bramkarzem holenderskiego Twente Enschede. O sytuacji klubu, odejściu McClarena, Polakach w Eredivisie i planach Bednarka rozmawialiśmy z 20-letnim golkiperem.
Zacznijmy od początku: jak to się stało, że wylądowałeś w Holandii?
Poprzez kadrę U-16. Po turnieju rozgrywanym w Belgii zgłosiło się do mnie Twente, a później wszystko potoczyło się już szybko. Pojechałem z rodzicami do Holandii, spodobało nam się tam i mieliśmy naprawdę pozytywne odczucia. Nie potrzebowaliśmy dużo czasu, aby podjąć decyzję.
Jak wspominasz swoje pierwsze dni w Enschede?

Bardzo pozytywnie. Holendrzy to naprawdę fajny naród. Mają zupełnie inną mentalność, kraj jest pełen uśmiechniętych ludzi. Mają też ciekawą kulturę, a w aklimatyzacji pomogła mi w dużej mierze rodzina zastępcza, u której mieszkałem. Opiekunowie stali się na dobrą sprawę moimi drugimi rodzicami. To ludzie, którzy na ochotnika zgłosili się do klubu i pomogli mi we wszystkim.
Czy był ktoś, kto szczególnie pomógł Ci się wprowadzić do zespołu?
Na pewno bardzo pomógł mi Bartek Pacuszka, który był już wówczas w klubie. Dużo zawdzięczam także ludziom, którzy są odpowiedzialni za pomoc chłopakom z zagranicy.
Jak wygląda obecnie Twoja sytuacja w Twente?
Obecnie moja sytuacja nie jest zbyt ciekawa, ponieważ jestem kontuzjowany. Jednak jeszcze do czwartku byłem drugim bramkarzem, a poza tym jestem na stałe w pierwszej drużynie.
Czy to poważna kontuzja? W jaki sposób się jej nabawiłeś?
Zerwane ścięgno w stopie, to około sześciu tygodni przerwy. Nabawiłem się jej w domu. Nóż spadł mi na stopę i rozciął ją. Myślałem, że będzie zszyta i nie będzie problemu. Okazało się jednak, że ścięgno zostało przecięte i teraz czeka mnie dłuższa przerwa w grze.
Ostatnie trzy mecze to zaledwie jeden zdobyty punkt. Skąd taka słaba forma?
Trudno powiedzieć, myślę, że to po prostu zwykły spadek formy. W piłce nożnej czasem tak po prostu jest, że nic nie wychodzi tak, jak tego chcemy. My musimy się jednak wydostać z tego dołka i jestem pewny, że to się nam uda i wkrótce zaczniemy zdobywać punkty.
Z Ligi Europy również odpadliście w kiepskim stylu.
Jak to się mówi: raz na wozie, raz pod wozem. Takie życie, myślę, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Liczę na to, że w przyszłym sezonie podejmiemy walkę o tytuł mistrzowski.
W Lidze Europy rozegrałeś mecz z Helsingborgiem. Jak wspominasz swój debiut?
W moim debiucie przegraliśmy 1:3. Na pewno odczucia byłyby dużo lepsze, gdybyśmy ten mecz wygrali, jednak dla mnie było to spotkanie, w którym cała moja praca włożona na treningach została odpłacona. Debiut to na pewno fajne uczucie, szkoda tylko, że zakończył się porażką.











