Festiwal bramek obserwowali kibice zgromadzeni przy Traugutta w Gdańsku. Stołeczna Lechia rozgromiła rewelację rozgrywek – Górnika 5:1.
Spotkanie to miało być rewanżem za wtorkowy pojedynek w ramach Pucharu Polski, który wygrali zawodnicy Lechii. Drużyna Górnika chciała również udowodnić, że w czołówce tabeli nie znalazła się przypadkowo, dlatego zapowiadał się arcyciekawy mecz.

W pierwszym kwadransie gry zawodnicy obu ekip starali się zdominować środek pola, przez co ucierpiał poziom spotkania. Jednak już w 17. minucie doszło do otwarcia wyniku. Z lewej strony zszedł do środka Traore. Nie był atakowany przez żadnego z defensorów Górnika, dlatego zdecydował się na strzał z dystansu. Wydawało się, że mocna piłka bita po ziemi nie sprawi problemów Stachowiakowi, lecz bramkarz Górnika zlekceważył uderzenie i futbolówka przeszła po jego rękach. Trzy minuty później szansę na podwyższenie wyniku zmarnowali gospodarze, a konkretnie Lukjanovs. Łotysz nie wykorzystał dokładnej centry Wołąkiewicza, posyłając piłkę głową wprost do rąk Stachowiaka.
Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. W 26. minucie, podczas przyjęcia piłki w polu karnym, ręką pomógł sobie Wodecki. Nie zauważył tego arbiter spotkania, co bezlitośnie wykorzystał skrzydłowy Górnika. Wodecki oddał mocny strzał, który przeleciał między nogami bezradnego Kapsy. 180 sekund później mogło być już po meczu. Kapitalną kontrę przeprowadzili gospodarze i lobować bramkarza próbował Traore. Dobrą interwencją popisał się jednak Stachowiak, który wykazał się stalowymi nerwami, do końca wyczekując na strzał piłkarza z Wybrzeża Kości Słowniowej. Chwilę potem kolejny atak Lechii zmarnował Lukjanovs, którego uderzenie odbiło się od bramkarza. Tempo spotkania niesamowicie się ożywiło, a rozochoceni gospodarze za wszelką cenę dążyli do podwyższenia rezultatu. Traore seryjnie marnował klarowne sytuacje – w 38. minucie, będąc niepilnowany w polu karnym, dwukrotnie posłał piłkę obok bramki. Na dwie minuty przed końcem Nowak próbował zaskoczyć Stachowiaka strzałem z linii pola karnego, lecz ponownie skutecznie interweniował golkiper gości. Pierwsza odsłona spotkania zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem gdańszczan. Gospodarze narzucili imponujące tempo i zawodnicy Górnika chyba tylko opatrzności zawdzięczają tak łagodny wymiar kary.












