Manchester United bardzo nieszczęśliwie zremisował dziś u siebie z Newcastle United. Nie dość, że w końcówce spotkania „Czerwone Diabły” nie wykorzystały kilku genialnych okazji, to karny, z którego padł gol wyrównujący, został niesłusznie przyznany gościom.
Największe obruszenie ze strony trenera Manchesteru United, sir Aleksa Fergusona, wywołała naturalnie błędna decyzja sędziego, który zasugerował się wskazaniem liniowego. – [Początkowo – przyp. red.] sędzia nie uznał karnego, bo wskazał na rzut rożny. Kilka tygodni temu liniowy również wskazał na „jedenastkę”, lecz główny wiedział, że jej nie było i odrzucił to wskazanie. Nie rozumiem więc, dlaczego nie mógł zrobić tego ponownie. Tym bardziej, że był bliżej tej sytuacji aniżeli asystent – oburzał się po spotkaniu szkocki szkoleniowiec. – To była wielka parodia – nie szczędził słów pod adresem arbitra tego meczu, Michaela Jonesa. Zapytany o to, czy porozmawia z nim, Ferguson odpowiedział: – Nigdy nie rozmawiam z sędziami. Nie ma to sensu.
Jednak nie tylko błędna decyzja trójki sędziowskiej miała wpływ na stratę punktów przez mistrzów Anglii. Otóż ostatnie dziesięć minut spotkania były dosłownym oblężeniem bramki Tima Krula, który wykazał się kilkoma niesłychanymi interwencjami. – Sądzę, że ich bramkarz miał kilka fantastycznych interwencji. Były także niesamowite wybicia z samej linii bramkowej przez obrońców. Gdy jest tyle sytuacji, to mówisz sobie: to nie był nasz dzień. Normalnie spodziewasz się, że „Chicharito” wykorzysta dwie z tych okazji – komentował Szkot.
Na koniec wywiadu dziennikarz spytał się go również o różnicę, która dzieli jego zespół i lokalnego rywala, a zarazem lidera Premiership, Manchester City. Ferguson z prostotą przyznał, iż moment, w którym będzie się martwił tą stratą, może nastąpić dopiero w kwietniu.










