Feminizm a piłka nożna. Temat niełatwy, w którego przypadku ile osób, tyle opinii. Walka o równość płci wtargnęła na przestrzeni ostatnich lat w prawie wszystkie sfery życia człowieka. Kwestią czasu było więc przyczepienie się feministek do futbolu. Może one same są szczęśliwe z tego powodu, ale środowisko wcale nie pała takim optymizmem. Powody są różne, od bezsensownych żądań począwszy. Jak to jest z tą ideologią równouprawnienia kobiet w piłce nożnej?
Ruch feministyczny toczy wojnę ze światem. Przynajmniej tak twierdzą same działaczki tejże ideologii. W zasadzie można się było tego spodziewać, wszak feminizm to pojęcie starsze niż futbol. Różnica jest jednak taka, że kiedyś w gronie feministek znajdowały dla siebie miejsce nieliczne reprezentantki arystokracji i elit inteligenckich. Dopiero później, wraz z zanikaniem warstw społecznych i rozkwitem w wielu państwach nacjonalizmu, idee równouprawnienia płci pięknej stały się powszechne. Tak oto kobiety podzieliły się na dwie grupy. Jedne czuły się doceniane przez świat i były pozbawione kompleksów, co sprawiło, że odrzuciły „walkę w słusznej sprawie” feministek, inne z takich czy innych powodów przyjęły tę ideologię.
Skoro powiększyła się „armia”, zwiększyć można było także pole bitewne. W ostatnich latach to powiększanie nabrało takiego tempa, że bez ceregieli wciągnięto do tej wojenki piłkę nożną.
Chodzi o kasę?
Nie mam tu na myśli powstania żeńskich zespołów piłkarskich i samej gry w piłkę przez kobiety. Akurat to była naturalna kolej rzeczy, co więcej, wzbogaciła futbolowy świat o piękne widoki i inny sposób gry. I w tym przypadku inny wcale nie oznacza gorszy. Z tym feminizmem bardziej chodzi tu o roszczenia kobiet wysuwane czasem pod adresem różnych federacji, jak choćby w przypadku sprzed mistrzostw świata w 2015 roku, kiedy to zawodniczki skarżyły się na sztuczną murawę, na jakiej przyszło im grać. Zarzucały wtedy FIFA, że mimo znacznych funduszy oszczędzano na organizacji i nie mogą grać na naturalnej trawie, przez co podczas gry dochodzi do wielu uszkodzeń ciała. Fakt jest faktem, bo wtedy piłkarki mocno obcierały sobie nogi na szorstkiej nawierzchni, ale jej położenie nie było dyktowane oszczędnością, a zmiennymi warunkami atmosferycznymi panującymi w Kanadzie.
W piłce nożnej nie ma miejsca na ideologię. Tutaj chodzi o sztywne zasady rynku. Męski futbol rozwija się dużo szybciej niż kobiecy i co najważniejsze, piłka nożna w wykonaniu mężczyzn jest dużo lepszym produktem marketingowym, który przyciąga sponsorów.
Tutaj chodziło o zdrowie i warto było pokłonić się nad tą sprawą, ale czasem chodzi też zwyczajnie o pieniądze. Najlepszym przykładem takiego zachowania jest sytuacja zaraz po wspomnianych już mistrzostwach świata kobiet z 2015 roku. Sam turniej był bardzo widowiskowy i emocjonujący, a zwyciężyły w nim reprezentantki USA. Jednak po nim przedstawicielki żeńskich drużyn zaczęły domagać się zrównania płac piłkarek z dochodami piłkarzy, wykrzykując przy tym hasła o równości. Rozpętało to wówczas sporą burzę.
„Przecież kobiety grają wolniej, chcą też używać mniejszych piłek”. „Kobiety dają równie dobre widowiska i należą się im pieniądze takie same jak u mężczyzn”. Te i wiele podobnych komentarzy padało w przerzucaniu się argumentami. A przecież w tym przypadku nie ma miejsca na ideologię. Tutaj chodzi o sztywne zasady rynku. Męski futbol rozwija się dużo szybciej niż kobiecy i co najważniejsze, piłka nożna w wykonaniu mężczyzn jest dużo lepszym produktem marketingowym, który przyciąga sponsorów. Kobieca piłka nadal jest w powijakach i potrzebuje czasu na swój powolny wzrost i budowanie marki, budowanie produktu, na który będzie duża rzesza chętnych. To automatycznie pozwoli zarabiać piłkarkom więcej.











