Turniej rozczarowań – chyba w ten sposób możemy podsumować fazę grupową Copa America, która już za nami. Południowoamerykańskie drużyny, które jeszcze rok temu prezentowały wysoką formą na mundialu, na turnieju w Chile wyglądają po prostu słabo. Nie tak wyobrażali sobie przebieg mistrzostw kibice liczący, że obejrzą techniczną południowoamerykańską piłkę.
To już nie ten turniej, dla którego warto było zarywać noce, by z wypiekami na twarzy wpatrywać się w transmisję, która z racji słabego oświetlenia stadionów wygląda niczym mecze europejskich pucharów z lat 70. Te niesprzyjające okoliczności nie przeszkadzały w śledzeniu poczynań południowoamerykańskich wirtuozów piłki. O ile jakość transmisji w przypadku części spotkań nadal nie jest najlepsza, o tyle o wirtuozerii na trwającym w Chile turnieju raczej nie może być mowy.
Chile to chyba największy wygrany pierwszej fazy rozgrywek. Gospodarze turnieju w trzech grupowych meczach potwierdzili, że mają wysokie aspiracje. Pokazali klasę, zajmując pierwsze miejsce w grupie. Co najważniejsze dla neutralnego kibica z Europy, za wynikami idzie również styl gry. Mecze Chilijczyków oglądało się po prostu przyjemnie.
Z kolei największa niespodzianka turnieju to reprezentacja Boliwii – najbiedniejszego kraju na kontynencie. To ich pierwszy awans z grupy od 18 lat. Boliwijczycy ostatecznie zajęli drugie miejsce w grupie, mimo tylko jednej wygranej i wysokiej porażki z Chile (0:5).
Zaskakujący może być widok na ostatnim miejscu w tabeli drużyny Meksyku. Widok szokujący tym bardziej, że grupa A była grupą najsłabszą. Druga oprócz Jamajczyków drużyna spoza kontynentu zdołała uciułać zaledwie dwa punkty. Jedynym usprawiedliwieniem dla Meksykanów jest skład, w jakim pojawili się na turnieju Copa America – pomniejszony o największe gwiazdy reprezentacji.
Dużym rozczarowaniem jest postawa drużyny Urugwaju. Aż trudno się patrzy na mecze w wykonaniu podopiecznych Óscar Tabáreza. Urusi zawiedli nie tylko jeżeli chodzi o stronę artystyczną, ale sam wynik to też dużo poniżej oczekiwań – cztery punkty i trzecie miejsce w grupie za Argentyną i Paragwajem. W drużynie brakuje zawodnika, który mógłby wziąć na siebie ciężar gry – dyspozycja Cavaniego jest daleka od optymalnej, a Luis Suarez wciąż nie odcierpiał zawieszenia za incydent z mundialu 2014. W ofensywie Urugwajczyków wyróżniał się przede wszystkim Diego Rolan, ale nie jest to też piłkarz, który może zrobić różnicę. Wprawdzie wypracowuje sobie sytuacje, ale kiedy ma już okazję do idealnego dogrania, piłka zwykle ląduje w trybunach. Rywalem Urusów w ćwierćfinale będzie Chile i to właśnie gospodarze będą faworytem tej rywalizacji.













