Derby zachodniego Londynu zapowiadały się pasjonująco, ale boisko zweryfikowało te przewidywania. Na Stamford Bridge Chelsea zremisowała bezbramkowo z Fulham, nie odnosząc tym samym zwycięstwa w szóstym ligowym meczu z rzędu.
Kibice, którzy byli również kilka dni wcześniej na meczu z Manchesterem City, mogli odnieść wrażenie, że jeszcze nie opuścili stadionu. Wtedy przez 90 minut wiało z boiska nudą, a dzisiaj cała pierwsza połowa wyglądała jak smutna kontynuacja tamtych „popisów”. Bite pół godziny trzeba było czekać na dobrą akcję zakończoną celnym strzałem! Wtedy właśnie Azpilicueta zagrał w pole karne do Torresa, który przyjął piłkę, obrócił się z nią i strzelił w kierunku bramki Schwarzera. Australijczyk tylko się schylił i spokojnie złapał futbolówkę.

W odpowiedzi z dystansu strzelił Rodallega. Napastnik Fulham uderzył nie tylko mocno i celnie, ale również w środek bramki, czym nie mógł zaskoczyć takiego bramkarza jak Cech. Na tym praktycznie można by zakończyć wyliczenia ciekawych sytuacji w pierwszej połowie. Na szczęście, sędzia Taylor oszczędził kibicom męki i nie doliczył ani minuty, równo po trzech kwadransach zapraszając oba zespoły do szatni.
Pierwsze chwile po zmianie stron również nie zapowiadały niczego lepszego. Pierwsze symptomy poprawy dostrzegliśmy w 55. minucie. To od razu mógł być gol, bo Riise wyszedł po dobrym, długim podaniu sam na sam z Cechem, ale nawet go nie zatrudnił. Szybko w odpowiedzi niezłym strzałem popisał się Ramires, jednak nie sprawił Schwarzerowi większych kłopotów. Coś zaczęło się dziać i kolejne 10 minut później Ivanović najlepiej zachował się w polu karnym po rzucie rożnym i gdyby tylko porządnie przystawił głowę do piłki, to mogło być 1:0. Z drugiej strony mocno z wolnego huknął Baird, na szczęście dla gospodarzy, w środek bramki, na posterunku ponownie był Cech.
Na kwadrans przed końcem czeski bramkarz pokazał, że bronić potrafi nie tylko słabe strzały. Riise uderzył bardzo mocno i niektórzy już chyba widzieli piłkę w siatce, ale długie ramiona golkipera Chelsea w ostatniej chwili odbiły ją poza boisko. Następnie dwie okazje w krótkim odstępie czasu miał Torres. Hiszpan najpierw, osaczony przez dwóch obrońców kilka metrów przed bramką, nie dał im rady i Schwarzer przejął piłkę. Chwilę później popisał się ładnym wolejem po dobrym podaniu Maty i Australijczyk nie miał nic do powiedzenia, ale piłkę wybił w ostatniej chwili Hughes. Po drugiej stronie zrobiło się na chwilę groźniej, kiedy Frei wbiegł w pole karne i się przewrócił, ale sędzia, słusznie, nie zagwizdał. „The Blues” próbowali mocno do końca, w ostatnich sekundach minimalnie pomylił się Azpilicueta, ale ostatecznie bramki nie padły i Chelsea po raz drugi z rzędu zaliczyła bezbramkowy remis na własnym stadionie.











