Przez cały listopad Chelsea nie odniosła zwycięstwa w lidze angielskiej. Londyńczycy w końcu się jednak przełamali i wygrali swoje pierwsze spotkanie od 28 października w Barclays Premier League, pokonując na wyjeździe Sunderland 3:1. Bohaterem został Fernando Torres, który strzelił dwa gole, jednego dołożył Juan Mata, a dla gospodarzy trafił Adam Johnson.
Wspaniały był to początek w wykonaniu gości. Emocje mogły, a nawet powinny skończyć się po dwóch minutach, kiedy to wpadającego w pole karne Hazarda za ramię pociągnął będący za nim Larsson. Zatem czerwona kartka dla Szweda i rzut karny dla Chelsea? Nic z tych rzeczy, gwizdek sędziego Halseya milczał, choć nie powinien. Błędem Belga było chyba to, że się nie przewrócił, tylko starał utrzymać na nogach. Chwilę później Mata świetnie rozegrał piłkę z Torresem i będąc już sam na sam, wybrał podanie z powrotem do swojego rodaka zamiast strzału, co było złą decyzją.
Napór Chelsea przyniósł jednak efekty dość szybko. W 11. minucie Moses wypuścił w bój Hazarda, ten dopadł do zagranej za obronę piłki, spokojnie ją opanował i będąc niespecjalnie atakowanym, dośrodkował w pole karne. Tam, niczym za swoich najlepszych lat, świetnie zachował się Fernando Torres, który uprzedził obrońców i wspaniale wykończył akcję. Pięć minut później z wolnego podwyższyć próbował Luiz, ale strzelił za wysoko.
Chwilę potem z boiska musiał zejść kontuzjowany Oriol Romeu, a w jego miejsce na murawie zjawił się Oscar. Brazylijczyk bardzo szybko się przydał, ale o dziwo nie w ataku, tylko pod własną bramką, kiedy dwukrotnie wybijał piłkę po rzucie rożnym Sunderlandu. Było to pierwsze ostrzeżenie gospodarzy, a w 28. minucie przyszło kolejne, tym razem już poważniejsze, bo strzału zza pola karnego spróbował Sessegnon, jednak Cech był na posterunku i wybił futbolówkę poza boisko. Następnie z dystansu uderzał Rose, ale tym razem golkiper gości nie musiał się nawet wysilać, bo piłka przeleciała obok słupka.
W odpowiedzi z woleja spróbował Oscar, tyle że też niecelnie. Napór gospodarzy z każdą minutą był coraz większy, ale mimo to podopieczni Martina O’Neilla stracili gola do szatni. Larsson najwyraźniej postawił przed sobą zadanie spowodowania dzisiaj rzutu karnego i tym razem mu się udało. Było to idiotyczne zachowanie, bo na kilkanaście sekund przed końcem pierwszej połowy wyciął równo z trawą Ramiresa, gdy ten był na pozycji, z której praktycznie nie mógł nic zrobić. Ostatnio „jedenastkę” na gola zamienił Luiz, ale tym razem piłkę w ręce wziął Torres i również się nie pomylił, podwyższając prowadzenie swojego zespołu.
Cztery minuty po zmianie stron było już 3:0. Tym razem piłka znowu spadła pod nogi Torresa, który znowu świetnie strzelił, ale futbolówka trafiła w poprzeczkę. To jednak nie uratowało gospodarzy, bo tam, gdzie trzeba, był Juan Mata, który popisał się pewną dobitką. Goście mieli coraz większą przewagę, ale niecelnie strzelali najpierw Moses, a później Oscar. Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do Chelsea. Później do gry wrócili gospodarze, a to za sprawą Adama Johnsona.
Anglik w 66. minucie dostał piłkę na lewej stronie i gdy wydawało się, że będzie dośrodkowywał, oddał wspaniały strzał zewnętrzną częścią stopy. Piłka poleciała dokładnie tam, gdzie chciał, czyli w samo okienko bramki Cecha, który nie miał szans na skuteczną interwencję. Johnson był dzisiaj wyraźnie w gazie, bo dziesięć minut później wspaniale wykonał rzut wolny. Piłka przeleciała nad murem i zmierzała znowu pod poprzeczkę bramki, ale tym razem Cech już spisał się wspaniale.










