Z uwagi na to, iż w Ekstraklasie angielskiej aż pięć drużyn ma swoje siedziby w Londynie, częstokroć walczą one miedzy sobą o szacunek w stolicy. Sobotniego popołudnia, na Emirates Stadium, zmierzyli się ze sobą Arsenal oraz Tottenham. Z pełnego emocji meczu zwycięsko wyszli goście. A był to fantastyczny comeback, gdyż do przerwy przegrywali oni 2:0.
Pierwszy kwadrans zwiastował bardzo ciekawe widowisko. Od początku spotkania kibice mogli oglądać kombinacyjną grę i świetną postawę Fabregasa. Reprezentant Hiszpanii był w wielkiej formie, o czym świadczy to, jak płynnie zmieniał pozycje i asystował. Już po dziewięciu minutach gry posłał doskonałą, wysoką piłkę do Nasriego. Francuz zdołał minąć Gomesa, który chcąc skrócić pole manewru, wybiegł z bramki i z bardzo ostrego kąta umieścił futbolówkę w siatce. Bramkarz gości nie zdołał już sięgnąć tej piłki. Poskutkowało to tym, że po raz kolejny Tottenham jako pierwszy stracił bramkę.

„Spurs” jakieś konkretne sytuacje bramkowe zaczęli kreować po mniej więcej 25 minutach. Gospodarze byli jednak dobrze ustawieni w obronie i wysokie dośrodkowania ze skrzydła na niewiele się zdawały. Obie jedenastki dość dobrze radziły sobie przy grze z kontry. Niespełna po pół godzinie meczu było już 2:0. Fabregas dobrze podał do Arszawina, ten ze skrzydła dograł w pole karne, gdzie ustawiony był Chamakh, który zdołał pokonać Gomesa.
Do końca pierwszej połowy wynik już nie uległ zmianie, choć akcje tworzone przez zawodników mogły być ciekawe. Niedługo po bramce groźny strzał z około 20 metrów oddał Modrić, lecz piłka trafiła prosto w ręce Fabiańskiego. Na około pięć minut przed ostatnim gwizdkiem szansę miał Arsenal, który nie wykorzystał rzutu wolnego w obrębie pola karnego rywala. Owocna nie okazała się też kontra „Spurs”, strzał Pawliuczenki został zablokowany.

W przerwie meczu Redkanpp musiał bardzo wpłynąć na zawodników, bo można by rzec, iż na boisko wybiegł inny Tottenham. „Nowa” drużyna częściej przedostawała się pod pole karne przeciwnika i już po pięciu minutach zmniejszyła stratę. Dobra kontra poskutkowała, Van der Vaart wyłożył futbolówkę Bale’owi, a ten strzałem z pierwszej piłki pokonał Fabiańskiego.
Arsenal potrzebował kilku minut na przebudzenie i znów atakował. W 56. z daleka strzał oddał Arszawin, lecz został on zablokowany. Z kontrą ruszyli goście i w rezultacie o potężne uderzenie pokusił się Modrić. Piłka przeleciała jednak nad poprzeczką. Jakiś czas później znów groźnie mogło być pod bramką Gomesa. Chamakh spóźnił jednak akcję, choć mógł ją pociągnąć i dograć do partnera. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i już za około minutę sędzia podyktował rzut karny dla gości. Wcześniej, gdy „Spurs” egzekwowali rzut wolny, ustawiony w murze Fabregas zatrzymał piłkę ręką. Do „wapna” podszedł Van der Vaart, który pewnie pokonał bramkarza Arsenalu. Doszło więc do remisu na trudnym dla Tottenhamu terenie.












