Przez długi czas wydawało się, że Lechia zostanie pogrążona przez swojego byłego piłkarza, Łukasza Tuszyńskiego. Ostatecznie skończyło się na remisie, po dwóch zupełnie różnych połowach.Po raz kolejny błysnęła również oficjalna piłka mistrzostw świata, którą rozgrywane są w tym sezonie mecze T-Mobile Ekstraklasy. Zapoznał się z nią dość boleśnie Dariusz Trela, który już na początku meczu nie doszedł do bardzo ładnego dośrodkowania Dżalamidze, ale potem przez cały mecz nie zaliczył ani jednej pewnej interwencji. Kilka minut później dał się nabrać na prosty zwód Tuszyńskiemu, który po raz drugi zapakował piłkę do bramki. Były napastnik Lechii pod względem umiejętności czysto piłkarskich może nie jest w czołówce naszej ligi, ale swoje zadania spełnia bardzo dobrze. Nic zresztą dziwnego, skoro za sobą ma Quintane i Dżalamidze, którzy rozklepali obronę Lechii przy drugim golu.
Goście przez pierwsze 45 minut pokazali kompletną apatię. Przegrali walkę o środek pola i przestraszyli się agresywnego pressingu rywali. Świetne zawody rozegrał Modelski, który był właściwie nie do przejścia. Boleśnie przekonał się o tym Pawłowski, który po powrocie z Malagi zagrał w pierwszym składzie i został zdjęty już w 40. minucie. Fatalnie w defensywie wyglądał Valente, który ostatecznie z upływem czasu prezentował się coraz lepiej. Nadzieje Lechii na dobry wynik tuż przed przerwą przywrócił Wiśniewski, który na skrzydle wkręcił w ziemię dwóch rywali, a potem bardzo ładnym strzałem pokonał Barana. Trzeba jednak podkreślić, że w momencie podania od Makuszewskiego znajdował się na spalonym.
W pierwszej połowie przeważała Jagiellonia, ale druga należała zdecydowania do gdańszczan. W środku pola brylował Borysiuk, który oprócz skutecznych odbiorów prezentował także bardzo dobre, długie podania. Aktywny, choć mocno chaotyczny, był Sadajew. Rosjanin często podejmował złe decyzje, ale ostatecznie to po jego akcji w polu karnym Wasiluk trafił do własnej bramki. Niestety ta nadpobudliwość Sadajewa miała też złe strony, gdyż brakowało piłkarza, który operowałby bliżej pola karnego. W związku z tym 1457 wrzutek Lechii nie znalazło adresata. Nie lepiej było także po dośrodkowaniach z rzutów rożnych.
Pozytywny impuls dał Możdżeń wprowadzony na ostatnie pięć minut, który zdążył popisać się dwoma ciekawymi podaniami. Szkoda, że zmienił dobrze grającego Wiśniewskiego zamiast fatalnego Vranjesa. Przed trenerem Lechii sporo pracy i prób, aby ukształtować ten zespół. I o ile druga połowa mogła wlać w serca sympatyków gdańskiego klubu optymizm, o tyle pierwsza połowa była wręcz fatalna i śmiało można mówić o falstarcie zespołu, który miał wielkie plany. Na razie zakończyło się na zaplanowaniu transferów.











