W powtórzonym meczu piątej rundy Pucharu Anglii Chelsea Londyn pokonała Birmingham na St Andrews 2:0. Roberto Di Matteo zdobył swoje pierwsze zwycięstwo jako menedżer „The Blues”. W następnej fazie zespół z Londynu zmierzy się z Leicesterem City.
Pierwsze spotkanie między tymi drużynami zakończyło się remisem 1:1 na Stamford Bridge. Gospodarze mieli pecha, gdyż najpierw Mata nie wykorzystał rzutu karnego, a potem musieli gonić wynik. Nadzieję na awans dał jeszcze Daniel Sturridge, zdobywając bramkę na wagę powtórki. Jeśli „The Blues” chcieli znaleźć się chociażby w jednym finale jakiegokolwiek pucharu w tym sezonie, nie mogli opuścić Birmingham bez wygranej.
Chelsea z impetem rozpoczęła ten mecz, bo już w pierwszej minucie Juan Mata dostał świetne prostopadłe podanie ze środka pola i stanął oko w oko z bramkarzem „Blues”. Ten wyszedł obronną ręką i zapobiegł strzeleniu gola. Z każdą chwilą spotkanie coraz bardziej zwalniało i traciło na atrakcyjności. Ramires, Mata, Torres czy Kalou próbowali samodzielnie przedostać się w pole karne gospodarzy, jednak najczęściej byli powstrzymywani przez defensorów Birmingham. Podopieczni Chrisa Hughtona dośrodkowaniami, to z lewej strony, to z prawej, liczyli na dwa metry Nikoli Żigicia i na to, że strąci piłkę do Adama Rooneya lub sam zdecyduje się na uderzenie. W 13. minucie dwójkową akcję z serbskim wieżowcem przeprowadził Redmond. 18-letni wychowanek Birmingham rozklepał z Żigiciem obronę Chelsea, jednak jego uderzenie w porę zablokował David Luiz. Przy jednym ze starć niechcący rozciął mu łuk brwiowy i Żigić na pięć minut musiał opuścić boisko. Nawet będąc w przewadze, Chelsea nie potrafiła zagrać odważniej. W grze „The Blues” nadal brakowało dokładności oraz pomysłu na pokonanie obrony Birmingham.

W 20. minucie indywidualną akcję przeprowadził Ramires, który dostał się w pole karne gości. Jego strzał został jednak wybity. Cztery minuty później swoją okazję mieli gospodarze, ale uderzenie Elliota obronił Petr Cech. W 32. minucie Chelsea mogła prowadzić, jednak główka Cahilla po rzucie rożnym była minimalnie niecelna. W odpowiedzi, kilka minut później Nikola Żigić próbował pokonać czeskiego golkipera przy pomocy pleców, jednak ten po raz kolejny przerzucił piłkę nad poprzeczką. W samej końcówce pierwszej połowy Fernando Torres po indywidualnej akcji fatalnie przestrzelił. Do przerwy bez bramek na St Andrews.
Początek drugiej połowy był taki sam jak poprzednie 45 minut, jednak w grze zespołu z zachodniego Londynu można było dostrzec zmianę i większą chęć gry. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw w 51. minucie dwójkową akcję przeprowadzili Kalou z Matą, ten drugi znowu znalazł się w dogodnej sytuacji, ale po raz kolejny został znakomicie uprzedzony przez obrońców gospodarzy. Hiszpan dopiął swego 120 sekund później, gdy wykazał się niemałym sprytem, pakując, w sporym zamieszaniu wywołanym dośrodkowaniem Ramiresa, piłkę do siatki. Byłemu zawodnikowi Valencii było mało i dwie minuty później mógł znowu wpisać się na listę strzelców, ale jego główka była minimalnie niecelna.











