W niedzielę odbyły się dwa spotkania piątej rundy pucharu Anglii. Na Goodison Park podopieczni Davida Moyesa podejmowali rewelację ligi Aston Villę, natomiast mistrz Anglii, Manchester United, po raz drugi w sezonie musiał udać się Pride Park, gdzie czekał go trudny pojedynek z Derby County.
Mecz Evertonu z The Villans był zapowiadany jako jeden ze szlagierów weekendowych spotkań angielskiego pucharu. Goście, niepokonani w lidze od dziewiątego grudnia 2008, zapowiadali, że jadą na Goodison Park wyłącznie po zwycięstwo. W przedmeczowych wywiadach Martin O’Neill komplementował drużynę The Toffees, jednak mocno zaznaczał, że wszyscy w klubie pragną awansować co najmniej do półfinału rozgrywek. W wypowiedzi dla klubowej strony internetowej, szkocki manager powiedział: – Everton to silny zespół, z którym nie będzie łatwo wygrać. Postaramy się zrobić jednak wszystko, aby awansować do dalszej rundy pucharu. Mam jednak świadomość, że nie będzie to proste zadanie.
Słowa O’Neilla znalazły potwierdzenie w pierwszej odsłonie spotkania. Everton od samego początku zdominował grę i na efekty takiej postawy nie trzeba było długo czekać. Już w czwartej minucie gospodarze przeprowadzili akcję, po której objęli prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Mikel Arteta, a strzał głową Tima Cahilla został zatrzymany ręką przez pomocnika gości Stiliana Petrova. Sędzia nie musiał jednak dyktować jedenastki, bo w zamieszaniu podbramkowym największą przytomnością umysłu wykazał się Jack Rodwell i z najbliższej odległości wbił piłkę do bramki. Prowadzenie nie zmieniło stylu gry Evertonu, który nadal stwarzał sobie kolejne bramkowe sytuacje. Nie minęły jednak cztery minuty i na tablicy widniał znów remis. Pierwsza akcja meczowa gości zakończyła się faulem Tony’ego Hibberta na Gabrielu Agbonlahorze. Tym razem Phil Dowd nie miał już innej możliwości, jak podyktować rzut karny. James Milner strzelił słabo, jednak piłka wpadła do bramki pod ręką interweniującego Tima Howarda.
Stracony gol nie zdeprymował gospodarzy, którzy nadal dominowali na murawie i jeszcze przed przerwą odzyskali prowadzenie. W 23. minucie, po faulu Steve’a Sidwella na Victorze Anichebe, sędzia po raz kolejny wskazał na „wapno”. Jedenastkę pewnie wykonał Mikel Arteta. Najlepszą okazję do wyrównania miał jedenaście minut później Agbonlahor, ale światowej klasy interwencją w obronie popisał się Phil Jagielka.
W drugiej połowie Everton oddał inicjatywę gościom, wyczekując na okazję do kontry. Bardzo dobrze w bramce The Toffees spisywał się Howard, który tylko w sobie wiadomy sposób obronił strzał Johna Carew z 61. minuty, utrzymując tym samym gospodarzy na prowadzeniu. Mimo optycznej przewagi Aston Villa nie potrafiła sforsować defensywy miejscowych, co więcej po fatalnych błędach środkowych obrońców goście stracili trzecią bramkę. Zat Night i Curtis Davis nie potrafili zablokować dośrodkowania Anichebe z lewego skrzydła, co skrzętnie wykorzystał Tim Cahill, wbijając piłkę z sześciu metrów, obok bezradnie interweniującego Brada Friedela. Tym trafieniem Everton zapewnili sobie awans do szóstej rundy FA Cup. The Villans, po stracie gola, nie potrafili już zagrozić Howardowi, co oznacza, że marzenia o zdobyciu pucharu Anglii muszą odłożyć na następny sezon.










