W szlagierze 14. kolejki Premier Legaue na Old Trafford doszło do pojedynku byłej i obecnej drużyny Davida Moyesa. Po emocjonującym spotkaniu, obfitującym w okazje podbramkowe, Everton pokonał Manchester United 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów strzelił Bryan Oviedo.
Od początkowych minut „The Toffees” byli agresywni w odbiorze piłki, co skutkowało kłopotami gospodarzy w rozgrywaniu piłki. Pierwsze strzały w spotkaniu (oba niecelne) padły łupem Lukaku. Celniej i groźniej uderzał chwilę później jego rodak – Mirallas. Po indywidualnej akcji huknął w kierunku de Gei, jednak piłka pomknęła w środek bramki. W odpowiedzi „Czerwone Diabły” próbowały zagrozić bramce rywali skrzydłami. W jednej z takich akcji Rooney po przejęciu piłki pomknął w pole karne i uderzył z jego narożnika. Na posterunku był jednak Howard.

W 22. minucie kapitalną okazję na zdobycie bramki miał Kagawa. Po chaotycznej szarży Evry Japończyk stanął oko w oko z Howardem. Amerykanin znów wyszedł z pojedynku zwycięsko, choć, jak pokazały powtórki, Kagawa był na ofsajdzie. Kilka minut później świetny strzał głową oddał 40-letni Giggs. Po dośrodkowaniu Valencii Walijczyk posłał piłkę o centymetry od prawego słupka. Po chwili, po dość anemicznym strzale Rooneya zza pola karnego piłka natrafiła na nogi Distina i wylądowała na słupku. Przed dobitką uratował gości Howard, który szaleńczym wślizgiem wyekspediował piłkę na aut. Piłkarze Manchesteru mocno się rozkręcili i pierwsza bramka wisiała w powietrzu.
Po drugiej stronie boiska oglądaliśmy prawdziwy pojedynek gladiatorów – Lukaku vs. Vidić. Z dystansu zaskoczyć golkipera gospodarzy próbował potężnym strzałem Barkley, jednak zabrakło dokładności. Tuż przed końcem pierwszej odsłony znów wszystkie oczy zostały zwrócone na Lukaku. 20-latek oddał groźny strzał po solowej akcji, lecz De Gea po raz kolejny udowodnił, że świetnie broni nogami. Szanse miał jeszcze później Rooney, jednak po centrze Kagawy skiksował, stojąc około trzy metry przed bramką.
Drugą połowę z wysokiego „c” rozpoczął Evra. Fancuz oddał silny strzał z dystansu, jednak i tym razem Howard nie miał problemu ze skuteczną interwencją. Później, w przeciągu paru minut, goście dwukrotnie zagrozili bramce strzeżonej przez de Geę. Najpierw po koronkowej akcji Barkleya, później po uderzeniu Mirallasa. Po szybkiej wymianie ciosów nastąpił długo wyczekiwany, nieco spokojniejszy fragment gry. W 69. minucie wyborną sytuację do wpisania się na pustą listę strzelców po zagraniu Lukaku miał rezerwowy Deulofeu. Hiszpan już po kilkudziesięciu sekundach od wejścia pomknął w pole karne i uderzył (ku uciesze kibiców MU) prosto w nogi de Gei.












