Za nami jedno z najciekawszych spotkań Premiership. Obyło się w nim bez niespodzianki. Goszczący tam Everton Liverpool uległ londyńskiej Chelsea 1:3.

Zdecydowanymi faworytami do zwycięstwa w tym meczu byli podopieczni Andre Villasa-Boasa. Ci odbudowali się po porażce z Manchesterem United, na co dowodem były osiągane przez nich wyniki. Remis w Lidze Mistrzów wrażenia może nie robił, ale po zaaplikowaniu czterech goli Swansea i pięciu Boltonowi należało czuć respekt wobec londyńczyków. Nie najlepiej pod tym względem było w ekipie „The Toffees”. Ci po pokonaniu Wigan musieli przełknąć dwie gorzkie pigułki w postaci prestiżowych porażek po 0:2 z Manchesterem City i Liverpoolem. Nikogo więc nie dziwiło, że to zawodnicy ze stolicy Anglii od początku przystąpili do intensywniejszych ataków. Jednak nie potrafili udokumentować tego golem. Na umieszczenie piłki w siatce kazali swoim sympatykom czekać aż do 31. minuty. Wtedy to zagranie Ashleya Cole’a wykorzystał Daniel Sturridge i pokonał Tima Howarda. Na przerwę goście schodzili w jeszcze gorszych nastrojach. W doliczonym czasie gry gola do szatni zdobył kapitan „The Blues”, John Terry.
Trener David Moyes w drugiej połowie dał swoim podopiecznym kwadrans po poprawienie swojej gry. Po tym okresie przystąpił do przeprowadzania zmian. Na pierwszy ogień poszedł Seamus Coleman, którego zastąpił Royston Drenthe. Jednak opiekun liverpoolczyków spodziewał się zupełnie innych efektów. Zaledwie 60 sekund później na 3:0 podwyższył Ramires i stało się pewne, że Chelsea tego meczu nie przegra. Załamało to przyjezdnych, a gospodarze nie rezygnowali ze zdobywania kolejnych goli, o czym świadczyły zmiany Obi Mikela na Romeu i Maty na Anelkę. Goście, choć wyraźnie słabsi, nie rezygnowali z honorowego trafienia. W 81. minucie David Moyes w miejsce Louisa Sahy wpuścił na boisko Apostolosa Velliosa. Nie minęło 60 sekund, a Grek odwdzięczył się za to szkockiemu trenerowi, pokonując Petra Cecha. Na pościg jednak było już za późno i to gracze Andre Villasa-Boasa zeszli z boiska jako zwycięzcy. Dzięki temu umocnili się oni na trzecim miejscu w tabeli.











