Po ekscytującym spotkaniu na Goodison Park, w którym naprzeciwko siebie stanęły Everton oraz Tottenham, lepsi okazali się gospodarze. „The Toffees” wygrali 2:1 i powrócili na szlak zwycięstw, którym kroczyli na początku sezonu. Oba gole gracze Evertonu zdobyli w samej końcówce meczu, praktycznie wyrywając zwycięstwo gościom tuż przed końcowym gwizdkiem!

„Koguty” przed meczem miały trzy punkty przewagi nad „The Toffees”, a obie drużyny zajmowały miejsca odpowiednio pięć i siedem w tabeli BPL. Rozdzielał je jedynie Arsenal, który pokonał wczoraj West Bromwich Albion 2:0 po dwóch rzutach karnych zamienionych na gole przez Mikela Artetę. W razie wygranej nad Evertonem Tottenham mógł przeskoczyć „Kanonierów” i wdrapać się na czwarte miejsce w tabeli BPL. O czwartą lokatę walczyli także „The Toffees”, którzy w razie ewentualnej wiktorii nad zespołem AVB mogli wdrapać się w tabeli aż o trzy miejsca, przeskakując oponentów dzięki lepszej różnicy bramek. Spotkanie było pojedynkiem starego wyjadacza Davida Moyesa, który Premier League przekopał już dawno niczym własny ogródek, oraz Andre Villas-Boasa, czyli trenera na dorobku, budującego dopiero swoją markę na angielskiej ziemi.

Starcie zaczęło się od natarcia gospodarzy. Już w 2. minucie Nikica Jelavić miał szansę na otwarcie wyniku, ale wrzutka ofensywnie grającego prawego obrońcy Seamusa Colemana wylądowała ostatecznie w koszyczku Hugo Llorisa. Kapitalny doping na Goodison Park, fani z niebieskiej części Merseyside wiedzą, jak mobilizować swoich faworytów. Początek meczu zdecydowanie dla gospodarzy. Bardzo aktywny był Kevin Mirallas. Belgowie szturmują Premier League. Oprócz wspomnianego wyżej Mirallasa w obecnej kampanii błyszczą jego kolega klubowy Fellaini oraz Hazard, Lukaku, Kompany, Vertonghen i Dembele.

Nie próżnował także Tottenham. Pięknym uderzeniem popisał się wymieniony Moussa Dembele, jednak uderzenie zakupionego z Fulham playmakera padło łupem Tima Howarda. W odpowiedzi szarżował Nikica Jelavić, ale i on nie zdołał zmienić wyniku meczu. Świetną postawę prezentował Francuz Lloris. Fani próbowali wymusić na arbitrze podyktowanie rzutu karnego, ale Kevin Friend był niewzruszony. Powoli do głosu dochodził Tottenham, podopieczni AVB nabierali właściwego rytmu gry. W 16. minucie meczu z rzutu wolnego uderzał Clint Dempsey. Uderzenie Amerykanina powędrowało w światło bramki, ale refleksem wykazał się Tim Howard. Ciągle było 0:0!














