36. kolejkę Premier League rozpoczął pojedynek Southamptonu z Evertonem. Objawienie tego sezonu kontra zespół, który chce zakończyć rozgrywki na bardzo cennym, czwartym miejscu. Dzisiejsze popołudnie rozwiało wątpliwości, czy ekipa z niebieskiej części Liverpoolu prezentuje poziom godny Ligi Mistrzów.
Southampton to bardzo niewygodny przeciwnik dla drużyn z czołówki tabeli angielskiej ligi. Dziś na własnym stadionie podejmowali „The Toffees”, prowadzonych przez Roberto Martineza. Goście w obecnej kampanii radzą sobie świetnie, choć to dopiero pierwszy sezon hiszpańskiego szkoleniowca z tą ekipą.

Jeśli ktoś zastanawiał się przed meczem, kto jest faworytem tego spotkania, odpowiedź dostał bardzo szybko. Już w 53. sekundzie piłkę do własnej siatki skierował Alcaraz. Obrońca bardzo niefortunnie próbował wybić za linie końcową futbolówkę dośrodkowaną z lewego skrzydła. Dodatkowo zrobił to na tyle „precyzyjnie”, że bramkarz przyjezdnych, Tim Howard, nie zdążył jakkolwiek zareagować. Choć gol padł dość przypadkowo, to gospodarze swoją grą udowadniali, że prowadzenie całkowicie im się należy. Byli lepiej zorganizowani, praktycznie w każdej formacji, niż przeciwnik.
Jeśli kogoś to nie przekonywało, piłkarze Southamptonu rozwiali wątpliwości w 31. minucie, zdobywając drugiego gola. Z prawego skrzydła dośrodkowywał Clyne, a w polu karnym skutecznie główkował Coleman, czyli… zawodnik gości. Amerykański golkiper Evertonu znowu był bez szans. Jedyne na co mógł sobie pozwolić, to odprowadzenie piłki wzrokiem.

Do końca pierwszej połowy wynik pozostał bez zmian, więc wszyscy oczekiwali, że podczas drugiej odsłony meczu „The Toffees” rzucą się do odrabiania strat. Choć zaangażowania zawodnikom Roberto Martineza nie można odmówić, to swoje ataki przeprowadzali w dość przewidywalny sposób. Dodatkowo gospodarze świetnie ustawiali pułapki ofsajdowe, na które z łatwością łapali napastników gości.
Boruc i spółka zwyciężyli ostatecznie 2:0 i zgarnęli trzy punkty, choć w tym przypadku ważniejsze jest, że Everton wróci do siebie bez choćby punktu. Z takiego obrotu spraw najbardziej ucieszy się Arsenal, który swoje spotkanie w ramach 36. kolejki Premier League rozegra w poniedziałek.











