W finałowej kolejce angielskiej Premiership rozstrzygnęły się nie tylko losy klubów zagrożonych spadkiem, ale także tych, które walczyły o udział w Lidze Europejskiej. O piątą lokatę rywalizowały dwa kluby – Liverpool FC oraz Tottenham Hotspur. Bilet do gry w europucharach wywalczyli londyńczycy.
Aston Villa 1:0 Liverpool FC
Ekipa Kenny’ego Dalglisha w ostatniej kolejce Premier League wyjechała do Birmingham, by zmierzyć się z Aston Villą. Już od pierwszego gwizdka goście z Liverpoolu zdecydowali się na otwartą ofensywną grę. Szczególnie groźny pod bramką Brada Friedela był Luis Suarez. W 14. minucie bramkę po rzucie rożnym próbował zdobyć Meireles. Chwilę później próbował jeszcze, wprowadzony za kontuzjowanego Spearinga, Jonjo Shelvey. Obydwa strzały były jednak niecelne. Cztery minuty później znakomitą interwencją popisał się bramkarz gospodarzy. Friedel wybiegł przed pole karne i zatrzymał rozpędzającego się z piłkę Suareza. Wreszcie w 33. minucie kibice zgromadzeni na Villa Park ujrzeli piłkę wpadającą do siatki. Gola dla gospodarzy zdobył Stewart Downing, który wykończył przepiękne podanie od Marca Albrightona. Chwilę później mogło być już 2:0, lecz strzelec pierwszego gola nie zdążył dobiec do obiecującego podania od Ashleya Younga. W drugiej połowie mecz wyraźnie zwolnił tempo. Zarówno jedni, jak i drudzy mieli okazje na zdobycie bramki, ale kibice, którzy tego dnia stworzyli na Villa Park świetną atmosferę, nie ujrzeli już żadnego gola. Mecz zakończył się jednobramkowym zwycięstwem „The Villans” i mogli cieszyć się podwójnie, ponieważ w korespondencyjnym spotkaniu Birmingham przegrało z Tottenhamem. Oznaczało to, że miejscowy rywal Aston Villi spadł do The Championship.
Tottenham Hotspur 2:1 Birmingham City

O piątą lokatę z Liverpoolem walczyli podopieczni Harry’ego Redknappa. Na White Hart Lane przyjechali w niedzielę gracze Birmingham City prowadzeni przez Aleksa McLeisha. Można powiedzieć, że pierwsza połowa tego meczu była niejako odwzorowaniem formy obu klubów w kończącym się sezonie. „Spurs” wymieniali wiele podań, od czasu do czasu kreując sobie sytuację bramkową. Piłkarze z północnego Londynu nie potrafili jednak zamienić żadnej z akcji na gola. Za to Birmingham City sprawiało wrażenie drużyny ospałej i bez pomysłu. Goście mieli poważne problemy, żeby zbudować składną akcję ofensywną, ale nie można było im odmówić walki. Obraz spotkania zmienił się w drugiej połowie. Już cztery minuty po wznowieniu gry gola na 1:0 strzelił Roman Pawliuczenko, który posłał piłkę do bramki ładnym strzałem z dystansu. Birmingham otworzyło się i zaczęło grać bardziej do przodu. Drużynę do ataku próbował zachęcić Carr, który co jakiś czas zapędzał się na połowę przeciwnika. W 57. minucie ponownie z dystansu uderzał Rosjanin. Tym razem był to strzał niecelny. Goście w 79. minucie w końcu doprowadzili do wyrównania. Bramkę na 1:1 strzelił Craig Gardner. Kiedy wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się remisem, w doliczonym czasie ponownie dał o sobie znać Pawliuczenko. Rosyjski napastnik zdobył gola na 2:1 po znakomitym kontrataku i zapewnił Tottenhamowi piąte miejsce w tabeli.










