Obecny sezon może okazać się początkiem końca projektu pt. wielki Manchester City. Stagnacja w przypadku wyjściowej jedenastki „Obywateli” może okazać się dla nich zabójcza – najważniejsi zawodnicy zbliżają się do 30, a wielkie kwoty przeznaczane są na graczy, którzy w głównej mierze siedzą na ławce rezerwowych.
Zdawało się, że dysponującemu nieograniczonym budżetem Manchesterowi City długo nie zajmie zwojowanie Ligi Mistrzów. Śmiałe plany szejków pokrzyżowało wprowadzenie Financial Fair Play. W takich okolicznościach, gdy każdego funta przed wydaniem powinno obejrzeć się dwa razy, władzom City nie do końca udało się odnaleźć. Kiedy wydawałoby się, że należy wprowadzić nieco świeżości do pierwszej jedenastki, grube miliony z obarczonego limitami budżetu wydawane są na przeciętniaków. Gracze tacy, jak: Fernando, Mangala, Bony, nie okazali się wystarczająco dobrzy, by wzmocnić pierwszą jedenastkę. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że akademia City tak naprawdę dopiero powstaje. W tym sezonie tylko trzykrotnie na boisku pojawił się 19-letni Jose Pozo. Inni młodzi zawodnicy z kadry: 17-letni Thierry Ambrose, 18-letni Jose Angel Esmoris Tasende, 18-letni Jose Bersant Celia i 19-letni George Glendon w ogóle nie pojawili się na murawie. Okazuje się zatem, że najmłodszymi grającymi regularnie w pierwszym składzie zawodnikami są Mangala (24) i Aguero (26).
Według jednej z teorii budowę drużyny piłkarskiej powinno oprzeć się na stałym fundamencie – zawodnikach, którzy od dawna stanowią o sile klubu. Sternicy Manchesteru City, może aż za bardzo, tę zasadę wzięli sobie do serca, ponieważ liczba zawodników, którzy od kilku lat niezmiennie utrzymują się w wyjściowej jedenastce Citizens, to ewenement na skalę europejską. W składzie Manchesteru wciąż jest dziewięciu garczy, którzy wybiegli w pierwszej jedenastce w meczu inaugurującym rozgrywki Ligi Mistrzów w sezonie 2011/2012 z Napoli. Idąc dalej, w obecnej kadrze City jest sześciu (!) piłkarzy, którzy wystąpili w meczach z Lechem Poznań w fazie grupowej Ligi Europy sezon wcześniej. Byli to: Hart, Zabaleta, Kolarov, Yaya Toure, David Silva, Milner – zatem zawodnicy, którzy wciąż stanowią o sile Manchesteru. Fakty są dla obywateli bezlitosne – najstarsza jedenastka w Anglii oraz Lidze Mistrzów.
Ogólna tendencja jest odmienna – największe europejskie kluby starają się regularnie odmładzać swoje składy – za przykłady niech posłużą drużyna Barcelony czy Realu Madryt. Manuel Pellegrini widzi to inaczej: – Mamy piłkarzy w najlepszych momentach swojej kariery. Według mnie najlepszy okres dla zawodnika przypada między 25. a 30. rokiem życia. Oczywiście ważne jest posiadanie w składzie młodych piłkarzy, ale to problem, którym nie musimy się jeszcze przejmować. Zatem jasne jest, że ta drużyna powinna odnosić sukcesy tu i teraz. O ile na krajowym podwórku udało jej się zdobyć dwa tytuły w ostatnich latach, o tyle europejskie rozgrywki stanowią wciąż za wysokie progi. Wydaje się, że Pellegrini robi dobrą minę do złej gry i jest świadomy, że kolejna klęska w Europie może być dla niego gwoździem do trumny – na Wyspach już od jakiegoś czasu mówi się o jego pożegnaniu z Etihad Stadium. Manchesterowi pozostała już jedynie walka na jednym froncie – odpadł z obu krajowych pucharów, marzenia o triumfie w Lidze Mistrzów również musi odłożyć przynajmniej do następnego sezonu.











