Reprezentacja Polski w pierwszym meczu w 2011 roku pokonała na zgrupowaniu w Portugalii drużynę narodową Mołdawii. Wynik jest zadowalający, tym bardziej że Franciszek Smuda dysponował tylko zawodnikami krajowymi (w dodatku, ale to już z własnej woli/winy, wcale nie najlepszymi). Młoda drużyna, osłabiona dodatkowo brakiem piłkarzy Polonii Warszawa, spisała się nie najgorzej, choć wynik był sporo lepszy od gry.
Na początek warto przypomnieć, co było powodem absencji powołanych przez selekcjonera zawodników „Czarnych Koszul”. A raczej kto. Do wielu dziwactw, jakie były już udziałem Józefa Wojciechowskiego, a z których mocniej lub mniej ostentacyjnie śmieje się polski światek piłkarski, dołączyło najnowsze. Pan i władca stołecznej Polonii stwierdził, iż jego piłkarze, mimo powołań, nie pojadą na portugalskie zgrupowanie. Dlaczego? Bo doszedł do wniosku, że zaszkodzi im wybicie z okresu przygotowawczego, a także opuszczenie jakichkolwiek zajęć pod wodzą nowego trenera, Theo Bosa. Do całej sytuacji cegiełkę dołożył również sam Smuda, który ponoć pod koniec stycznia miał rozmawiać z Wojciechowskim i zgodzić się na okrojony czasowo udział polonistów w zgrupowaniu. Niedawno stwierdził, iż ta rozmowa nie miała większego znaczenia, tym bardziej że ostatecznie piłkarze mieli pojawić się dopiero w przeddzień meczu z Norwegią, a w takiej sytuacji cała zabawa nie miałaby najmniejszego sensu.

Kto w tym całym zamieszaniu jest winny? Na pewno Wojciechowski, który nie potrafi pojąć, że piłkarze nie są jego prywatną własnością, a pracownikami, o których rozwój powinien dbać. A nic nie służy lepiej rozwojowi i promocji zawodnika, niż gra w kadrze, nawet jeśli przeciwnik nie jest zbyt wymagający. Poza tym, trenerzy i prezesi pozostałych klubów z Ekstraklasy nie mieli żadnych obiekcji (co zrozumiałe), mimo wątpliwej rangi meczu. Bo kadra to zaszczyt, nawet jak przeciwnikiem jest drużyna Mołdawii. Wszyscy to rozumieją, tylko wszechwładny bonzo z Konwiktorskiej nie… Kto na tym zamieszaniu traci? Wszyscy. Wojciechowski, bo dokłada kolejną cegiełkę do swojego nieciekawego wizerunku. Traci, co oczywiste, sama Polonia, a także jej piłkarze, którzy nie dość, że są pozbawieni możliwości promocji, to jeszcze mają prawo czuć się jak niewolnicy. Traci też, co najważniejsze, reprezentacja, bo spada jej prestiż i poziom sportowy, spowodowany absencją polonistów. Oby takich sytuacji było jak najmniej w przyszłości.
Jedno jest pewne – spokój nie jest pisany reprezentacji, ale z problemami jakoś trzeba sobie radzić, jeśli myśli się o porządnym przygotowaniu do mistrzostw, do których zostało już niecałe półtora roku. Kolejnym rywalem „Biało-czerwonych” na drodze do Euro 2012 była reprezentacja Mołdawii. Przeciwnik dosyć wymagający, gdyż nieźle spisywał się w eliminacjach, a w dodatku występował w najmocniejszym składzie. Jedenastka polska, która wybiegła naprzeciwko niego, została sklecona z graczy wyłącznie z naszej ligi. I to wcale nie z najlepszych, ponieważ oprócz wspomnianej absencji zawodników Polonii, Smuda nie powołał na zgrupowanie kilku piłkarzy, którzy jesienią radzili sobie w Ekstraklasie naprawdę przyzwoicie, a na pewno lepiej niż wielu z tych, którzy dostali powołania. Trener ma jednak prawo do własnej oceny zawodników i nie należy go za to krytykować, choć polemizować oczywiście można. A warto, bo szczególnie dziwne decyzje podczas selekcji podejmuje Smuda, jeśli chodzi o bramkarzy, gdyż Bartosza Kanieckiego (powołany pod koniec poprzedniego roku) oraz Sebastiana Małkowskiego znają chyba nieliczni, poza zagorzałymi fanami Widzewa i Lechii.












