To, co zobaczyliśmy wtorkowego wieczora na PGE Arenie w Gdańsku, wymyka się jednoznacznym ocenom. Zremisowaliśmy z bodaj najlepszą w tym momencie drużyną świata, a mimo to czujemy niedosyt. Przy odrobinie szczęścia moglibyśmy to spotkanie wygrać 5:0, a gdyby fart dopisał rywalom, wynik byłby odwrotny już po pierwszej połowie. Był pełny stadion, były piękne akcje, walka do ostatnich sekund, była radość i był dramat. Jesteśmy po pierwszym meczu Euro 2012.
To całkiem dobrze, że EuroAnaliza zwyczajowo jest publikowana dwa dni po meczu reprezentacji Polski. Gdyby przyszło mi ją pisać kilka, kilkanaście godzin po ostatnim spotkaniu kadry, ocena boiskowych wydarzeń i bohaterów byłaby taka sama, jak po końcowym gwizdku. Mianowicie najchętniej zorganizowałbym zbiórkę pieniędzy na złoty pomnik dla Wojciecha Szczęsnego. Po bokach stałyby mniejsze monumenty (dajmy na to, srebrne) Kuby Błaszczykowskiego i Roberta Lewandowskiego. Za fundusze, które by zostały, opłaciłbym Głowackiemu i Peszce prywatnych psychologów (psychiatrów), Jakubowi Wawrzyniakowi zaś zafundowałbym kurs utrzymywania się w pozycji pionowej (uczęszczałby nań razem z niemowlakami). Jeśli odlanie pomników pochłonęłoby wszystkie fundusze, trzej ostatni panowie służyliby po prostu jako cokoły pod monumenty kolegów.
Minęły godziny, ochłonąłem, jestem w stanie pisać o wtorkowym meczu z grubsza obiektywnie.
Było kolorowo, było tłumnie. Nie było niestety głośno (fot. Agnieszka Skórowska/igol.pl)
Tym razem nie wspomnę o atmosferze, wadze spotkania i jego przydatności w procesie budowania kadry na finały Euro 2012. Na szczęście nie trzeba. Kadrowicze byli świadomi presji, klasy rywala, szansy na przejście do historii w przypadku zwycięstwa. Wydawało się, że radzą sobie ze wspomnianą presją dobrze. Jednak trzeba sobie jasno powiedzieć, że udźwignęli ją tylko niektórzy, z całą pewnością nie wspomniani wcześniej Peszko i Głowacki, ale o tym za moment.
Tekst ma być o meczu, piłkarzach i trenerze, ale nie mogę nie wspomnieć o kibicach. Mamy piękny stadion, mamy pełne trybuny, ale… nie mamy dopingu! Nie wiem, czy sympatycy kadry zgromadzeni na trybunach PGE Areny nie jedli we wtorek śniadania (a może budki gastronomiczne na stadionie jeszcze nie działają?), czy wielu z nich przypomniało sobie o swoich niemieckich korzeniach i nie mogli się zdecydować, której reprezentacji kibicować? Może byli tak zaabsorbowani podziwianiem samego (wybitnie ładnego zresztą) stadionu? Tego nie wiem. Wiem za to, że dopingowali kadrę raptem kilka razy w ciągu całego spotkania! Nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że tym razem to piłkarze zaprezentowali się o niebo lepiej od swoich sympatyków, chociaż w przypadku polskiej drużyny narodowej bywa niemal wyłącznie odwrotnie. Tym samym nasza reprezentacja była praktycznie pozbawiona niezwykle istotnego atutu i tym wyżej trzeba oceniać osiągnięty przez nią wynik.
A z kim udało nam się zremisować czy też komu udało się zremisować z nami? Nie ma sensu dociekać, czy była to niemiecka kadra A czy B. Joachim Loew wiedział, że jego zespół będzie stawał w szranki z finalistą czerwcowych finałów, zatem bez dwóch zdań oddelegował na murawę takich piłkarzy, na których liczy w przyszłorocznym turnieju. Ktoś powie, że Niemcy zagrali słabo, bramkarz popełniał błędy, gubili się w obronie, ich druga linia jako całość właściwie nie istniała, napastnicy zaś byli nieskuteczni jak nigdy. Może i tak, ale nie jest powiedziane, że z Neuerem, Oezilem, Schweinsteigerem i Gomezem w składzie nie byłoby podobnie. Zresztą, co nas będą obchodzić niemieckie problemy za dziewięć miesięcy? Będą się liczyć punkty.
Wojciech Szczęsny i tak kiedyś doczeka się swojego pomnika (fot. Agnieszka Skórowska/igol.pl)
Gwarantem ich gromadzenia będzie Wojciech Szczęsny. Nie ma sensu pisanie o tym chłopaku, o jego niesamowitych zdolnościach, refleksie, chłodnej głowie, którą zachowuje przez cały mecz. Nie ma sensu umacnianie go w przekonaniu, że jest jednym z najlepszych specjalistów od strzeżenia bramki na świecie. Wystarczy zobaczyć, co Wojtek wyprawia w trakcie meczu, by do takich wniosków dojść samemu. Golkiper Arsenalu, dystansując się od fali pochwał, która spłynęła na niego po wtorkowym meczu, zauważa, że wybronił dwie czy trzy trudne piłki, w pozostałych przypadkach zaś to rywale po prostu trafiali w niego. Poza tym Szczęsny żałował, że sędzia nie dał mu podejść do Toniego Kroosa przed rzutem karnym i szepnąć mu słówka „na pokrzepienie”. I o to chodzi. Tak dobry bramkarz powinien każdą idealną interwencję przyjmować obojętnie, a każdą sytuację, w której mógł zrobić cokolwiek lepiej, rozpamiętywać.
Marcin Wasilewski nie posiadł choćby części talentu Szczęsnego, a i tak aż do zakończenia kariery powinien grać w kadrze. Bezcelowe jest pisanie o nim tego samego, co przy okazji meczu z Meksykiem (a można, bo „Wasyl” ponownie zaliczył dobry mecz i dla innych kadrowiczów znów był wzorem ambicji i nieustępliwości). Proszę więc Was, drodzy czytelnicy, porównajcie, ile akcji przeprowadzili Niemcy jego stroną boiska, a ile przeciwległą? Trzy? Cztery? Dodajmy, że było to przeważnie wtedy, gdy pod naszą bramkę zapędzał się Phillip Lahm, niestety bez ogona w osobie Błaszczykowskiego. Wasilewski zapewne przegra rywalizację na boku defensywy z Łukaszem Piszczkiem, ale wobec dramatu na środku obrony Smuda powinien go przetestować właśnie na pozycji stopera.
Właśnie, dramat. Dokładnie z tym oraz pokrewnymi, pejoratywnymi terminami będzie kojarzył nam się występ Arkadiusza Głowackiego tudzież sam zawodnik. Niedokładne podanie do stojącego kilka metrów obok kolegi tuż przed polem karnym. Przewrócenie się na piłce w polu bramkowym i tym samym wyłożenie futbolówki rywalowi. Dwa faule na żółtą kartkę w ciągu dwunastu minut, jeden w polu karnym, drugi dwadzieścia metrów przed nim. Nie, to nie są błędy 17-latka przesuniętego awaryjnie z prawej pomocy na środek obrony, tylko 32-letniego faceta, który niemal od dekady uchodzi za jednego z najlepszych polskich stoperów. Umiejętności sugerują, aby widzieć w nim pewniaka do wyjściowego składu, jednak szwankująca psychika i brak koncentracji w najważniejszych meczach każą go natychmiast skreślić.
Lewa, prawa, lewa, prawa. Tutaj Jakubowi Wawrzyniakowi szło całkiem dobrze (fot. Agnieszka Skórowska/igol.pl)
Za sprawą Głowackiego prawdziwy chrzest bojowy, przyspieszony kurs na stopera reprezentacji Polski, musiał zaliczyć Damien Perquis. Francuz zagrał bez fajerwerków, ale o niebo solidniej niż jego sąsiedzi. Jeżeli w debiucie przeciwko tak wymagającej drużynie, mając tak słabych partnerów po bokach, zawodnik nie popełnia większego błędu, to nie ma możliwości, by jego występu nie ocenić pozytywnie. A z każdym meczem gracz Sochaux będzie coraz pewniejszy i będziemy mieli z niego coraz więcej pożytku.
Jakub Wawrzyniak stwierdził po meczu z Niemcami, że wszyscy, którzy uważają, że popełnił błąd przy podaniu Muellera, skutkującym golem Cacau (Szpak. Kakao), nie są normalni. Że to nie był błąd, tylko ogromny pech, który każdemu mógł się przytrafić. Aha. Będąc w zgodzie z samym sobą i ze wszystkimi innymi, informuję, że nie jestem normalny. I pozwolenie rywalowi na swobodne zagranie w polu karnym zawsze będzie dla mnie błędem, niezależnie, czy odpowiedzialny za obronę poślizgnie się, nie nadąży z blokiem czy zamrze, przypominając sobie, że przed meczem zostawił jajka na gazie. Jako jedyne usprawiedliwienie przyjmuję kolizję z meteorytem, wskutek której delikwent straci kończynę. PS Zdrowia Sebastianie!
Piwoci. Piwo Ci postawię, Rafale Murawski, jak będziesz podawał dokładniej. We wtorek zagrałeś bardzo dobrze i inteligentnie taktycznie, zanotowałeś mnóstwo odbiorów, skutkujących świetnym ustawieniem czy dużą ruchliwością. Bardzo podobał mi się pressing w Twoim wykonaniu, dzięki niemu obrońcy i pomocnicy Niemiec naprawdę często gubili się w rozegraniu, chociaż wydawałoby się, że mają na nie dużo miejsca i czasu. Gdyby do Twoich poczynań dodać nieco spokoju, rozwagi i dokładności w podaniach, które musisz na swojej pozycji prezentować, będziemy mieli z Ciebie nieporównywalnie więcej pożytku. Od Ciebie powinno zaczynać się większość naszych akcji, Ty powinieneś rozdzielać piłki i regulować tempo gry. Rób to mądrze, dodaj wszystkie atuty z wtorku, a będzie idealnie.
Sławomir Peszko biegnie z piłką, robi to bardzo dobrze. Nie mamy zdjęcia, jak Sławomir Peszko strzela bramkę. Jak myślicie, dlaczego? (fot. Mikołąj Olszewski / iGol.pl)
Nie najgorzej na tle tak mocnego rywala zaprezentował się również Dariusz Dudka. Zabrakło mu jednak energii Murawskiego, powinien walczyć w odbiorze tak samo jak kolega, choćby zmotywowany jego poczynaniami, a poza tym częściej wykorzystywać swoje słuszne warunki fizyczne w bezpośrednich pojedynkach, dążyć do nich i je wygrywać. Gracz Auxerre dobrze poradził sobie w pomocy, dobrze zdublował pozycję napastnika przy pierwszym golu (przy którym zresztą asystował), poza ostatnią akcją porządnie załatał też dziurę na środku obrony powstałą po zejściu z boiska bezmyślnego Głowackiego. Ogólnie rozegrał dobry mecz i kto wie, czy to nie Dudka i Murawski wspólnie wybiegną w wyjściowym składzie premierowego meczu Polski na Euro.
Kuba Błaszczykowski zagrał i źle, i dobrze. Źle, bo jak wszyscy inni nie potrafił uspokoić gry, w jego poczynaniach panował chaos. Dobrze, bo często dążył do pojedynków z Niemcami, a że jest w niezłej formie fizycznej – albo je wygrywał, albo dawał się sfaulować, z pożytkiem dla drużyny. Nasz kapitan świetnie uruchomił prostopadłym podaniem Dariusza Dudkę przy akcji bramkowej. No i przede wszystkim wziął na siebie ogromną odpowiedzialność związaną ze strzelaniem rzutu karnego (ostatnia, wydawałoby się, minuta meczu, pełen stadion, taki przeciwnik!). Nie było zbędnego wyczekiwania, głębokich oddechów i mierzenia się wzrokiem z Wiese. Byli Kuba, bramka i piłka, która miała między słupki wpaść. Wszystko poszło jak trzeba, w normalnych okolicznościach Błaszczykowski zostałby bohaterem, a Polska odniosła historyczne zwycięstwo.
Sławomir Peszko. Peszko, peszek, pech, peszysko. Pusty śmiech ogarnął mnie, kiedy przy każdej kolejnej, marnowanej przez gracza Koeln stuprocentowej okazji przypominałem sobie jego rozmowę z reporterem TVP przed meczem. „Łydki nie drżą. Nerwów być nie może, musimy coś Niemcom udowodnić.” No i Sławek udowodnił, że rację mają ci, którzy porównują go do zająca. Pal licho fizjonomię, Peszko jest, jak sympatyczne uszate zwierzątko, piekielnie szybki i piekielnie strachliwy. Z wielką łatwością dochodzi do sytuacji strzeleckich i z jeszcze większą te sytuacje marnuje. Gdyby do swoich atutów dołożył skuteczność, do przerwy prowadzilibyśmy z Niemcami 3:0, a zawodnik byłby noszony na rękach, a wchodząc do klubowej szatni po kilkunastodniowej przerwie, każdy składałby mu hołd i poklepywał po ramionach jeszcze długo. A tak mieliśmy peszka. Peszkę.
Robert Lewandowski w meczu Polski z Niemcami zaprezentował się najlepiej spośród wszystkich zawodników z pola (fot. Agnieszka Skórowska/igol.pl)
Adrian Mierzejewski był bodaj najsłabszym w ofensywie graczem naszej drużyny. Niedokładność do kwadratu, wdawanie się w bezsensowne dryblingi i jeszcze bardziej bezsensowne faulowanie rywali w sytuacji, kiedy można było powalczyć o piłkę w zgodzie z przepisami. Z drugiej strony trzeba oddać zawodnikowi Trabzonsporu, że najlepiej prezentuje się wtedy, kiedy jest non stop pod grą, ale to w meczu z tak mocnym rywalem raczej nie jest możliwe. Sporo jednak racji ma Smuda, który po meczu z Meksykiem przyznawał, że nie ma wielkich pretensji do „Mierzeja” za niewykorzystaną stuprocentową sytuację. Zawodnik ten bowiem dopiero ogrywa się na tak wysokim poziomie i trzeba uważać ze stawianymi mu wymaganiami.
Wysokie wymagania trzeba mieć za to do Roberta Lewandowskiego. A to ze względu na umiejętności, które już posiada, oraz szybkość nabywania nowych i udoskonalania starych. Wydaje się, że gracz Borussii staje się lepszy z każdym meczem, coraz więcej walczy w defensywie, coraz skuteczniej poczyna sobie pod bramką, coraz częściej zagrywa piłki, które pozostaje tylko wepchnąć do bramki. Ruchliwy, dobrze grający ciałem, świetnie panujący nad piłką. Dla każdej obrony taki napastnik to utrapienie i nie inaczej było w meczu z Niemcami. Zwróćmy uwagę, że „Lewy” miał właściwie jedyną okazję na zdobycie gola i tego dokonał. Co tu dużo opowiadać, kapitalny występ, oby tak było na Euro.
Mimo zmarnowania niezapomnianej szansy na przejście do historii, Smuda może być dumny ze swoich podopiecznych. Przed meczem niemal każdy po polskiej stronie przyjąłby wynik 2:2 z pocałowaniem ręki, a fakt, że po meczu czuliśmy niedosyt, jest tylko dowodem na to, że w naszej drużynie drzemie potencjał, który pozwala nam na osiąganie dobrych wyników z drużynami z czołówki. To już nie ten sam zespół, nie te same dzieci we mgle, które poległy 0:6 z Hiszpanią. Pokazał to mecz z Francją, potwierdziło spotkanie z Niemcami. Teraz pora na kolejny krok naprzód i zwycięstwo 11 listopada we Wrocławiu z Włochami.
…do ostatniego gwizdka! Nie chce dywagowac czy
bysmy wygrali czy tylko zremisowali. Psychicznie i
mentalnie nasz reprezentacja jest daleko za reszta.
Mam wrazenie ze[co niektorych]trema nie tylko zjadla
ale powiazala im nogi. Potencjal mamy. Pytanie jest
tylko czy go wykorzystamy.
~
~igor
Zamiast opisywać z osobna postawę każdego z
piłkarzy (ach wspaniały Szczęsny! niezdarny
Wawrzyniak![gol po błędzie przesunięcia linii
pomocy i złego ustawienia obrońców, a nie
podwiniętej nodze Jakuba ;)]) skupiłbym się na tym
czego brakuje w grze całego zespołu bo drużynie
trzeba koncepcji adekwatnie to możliwości
piłkarzy, a tego jakoś Pan Smuda nie potrafi
jeszcze odnaleźć.
Bardziej od wyniku martwi mnie jednak to co się
dzieje na trybunach. Robi nam się druga Anglia i to
jest smutne, władze zabijają piękno futbolu. Nie
ma opraw (policja kazała pociąg zbyt długie flagi
w obawie przed hasłami antyrządowymi! tak pociąć
barwy narodowe), dopingu. Jak tak ma wyglądać EURO
to ja sprzedaję swoje bilety.
M
Mek_To
tez właśnie zastanawia mnie tak słaby doping
Polskich Kibiców. Przecież Polscy KIBICE słyną na
całym świecie z doskonałego dopingowania,
wspierania swoich zawodników. Czemu nie było tego
tym razem?! Mam nadzieje że na EURO będzie znacznie
lepsza Atmosfera :DDDDDDDDDDDDDD
~
~igor
@Mek_To
Jest bojkot reprezentacji dlatego na stadion nie
wchodziły grupy kibicowskie z różnych klubów, a
jedynie rodziny i zwykli widzowie popularnie zwani
piknikami.
Oczywiście wszystko dzięki Miłościwie Nam
Panującemu i organom władzy ; )
Niestety prawda jest taka, że ten bojkot jest
niestety na rękę PZPN-owi, bo im taka atmosfera na
stadionie jak najbardziej odpowiada.
~
~Diego
Odwalić się od Wawrzyniaka!! Bo to spoko gość,
raz mu się noga podwineła, trudno. Bardziej mnie
zastanawia fakt po co wam ten głowacki, gościu nie
ma pojęcia o piłce a gra w reprezentacji.
Ps. Pisze ,,wam” bo nie wierzę w jakiekolwiek
szanse żeby coś zdobyć na euro ze smuda, ten
gościu nie ma pojęcia o piłce, nie lubię go.
Wywalił Boruca który w Italii wymiata, ave Boruc!
Smuda Merda.
~
~egehwg
Panie Macieju, za ostro pan traktuje Sławka.Bo co
może Obraniak jest lepszy na tej pozycji tak?
MD
Maciej Deja
…bo popisał się nieskutecznością, która jest
niedopuszczalna w tak ważnym meczu. A co do Ludo,
odsyłam do mojej poprzedniej EuroAnalizy: http://www.igol.pl/article,39107.html
~
~Varenthein
Polacy po prostu nie wytrzymali psychicznie. Można
mieć tylko nadzieję, że wyciągną z tego jakąś
naukę.
——————————————– http://fep.za.pl – darmowy manager piłkarski.